Cele są bez sensu… bez sensu! Koniec kultury celów!

 

Nie to nie pomyłka edycyjna z podwójnym „bez sensu” w tytule. Zaraz wyjaśnienie.

W klasycznie rozumianym zarządzaniu wbija nam się w głowę fundamentalną kwestie – konieczność posiadania celu czy celów. Definiowanie, planowanie, weryfikowanie, czasem wręcz fetyszyzacja celów.  Czy są faktycznie takie ważne?

Czy da się bez celów? Co mogłoby je zastąpić? Co może być ważniejsze od wyznaczania i realizacji celów?


Możesz zapoznać się z tym felietonem również w wersji filmowej. Niebawem rusza kanał ANTYZARZĄDZANIE na YouTube. Najciekawsze teksty z bloga są inspiracją do filmów na nim.


Kiedy ostatnimi czasy odpowiadam jakie są moje cele nie mówię o kwotach, terminach, działaniach. Bardziej wytrzymałych odbiorców prowokuję stwierdzeniem, że nie mam celów powodując znaczne zdziwienie.

Czas biegnie szybciej bo żyjemy w kulturze celów.

Cel traktowany jest jak święta krowa – zastępuje sens.

Maria Król- Fijewska/Piotr Fijewski

Nie mam celów życiowych, rocznych, miesięcznych i dziennych i dobrze mi z tym.  Hello? Jak tak można? Można – odpowiadam. Pilnuję tego żeby mój dzień, miesiąc, rok, życie miały sens. To oczywiście implikuje pewne działania, kroki, kwestie do załatwienia ale są one wynikiem poszukiwania, definiowania, odkrywania sensu – mogą wyglądać jak cele ale nimi nie są. Co zrobię z tą minutą, godziną, dniem żeby były sensowne? Co jest dla mnie ważne, kluczowe, istotne? Co mój filtr sensu wskazuje jako takie? Czego pragnę, o czym marzę? O realizacji celu? O rzeczach? O osiągnięciach?

Marzę o robieniu rzeczy sensownych. To sens kreuje wartość i pozwala obracać się wśród wartości. Praca w zgodzie z wartościami to szukanie i realizacja sensu. Zarządzanie przez wartości to zarządzanie w zgodzie z sensem, robienie rzeczy ważnych i znaczących.

Cel potrafi zniewolić – sens uwalnia. Plan potrafi zniewolić jeszcze bardziej. Eisenhower powiedział że w planach najistotniejszy jest proces ich tworzenia a nie to co ostatecznie powstaje (i dezaktualizuje się prawie natychmiast). Sens daje wolność – także do zmiany celu czy planu.

Cele są wtórne wobec sensu. Plany są wtórne wobec celów. Jakże często plan staje się złotym cielcem działania przysłaniającym cel a cel jest na dłuższą metę pozbawiony sensu.

Nie mówię, żeby zupełnie odejść od używania celów i planów – jako narzędzi realizacji sensu. To optyka sensu wskazuje właściwe miejsce dla celu i planu. Ludzie pójdą za tobą jeśli będą widzieli w tym sens. Idealnie jeśli ich osobisty będzie korespondował z twoim.

Simon Sinek napisał o tym fantastyczną książkę „Zaczynaj od dlaczego?” pokazującą ponadprzeciętne osiągnięcia tych przedsiębiorców którzy skoncentrowali się na sensie działania ich firm. Viktor Frankl opracował metodę psychoterapeutyczną zwaną logoterapią szukającą uzdrowienia pacjenta przez wspomożenie go w odnalezieniu sensu (logos – sens).

Jak często używamy dyskwalifikujących fraz „to bez sensu”, „to nonsens”. Po co robić rzeczy bez sensu czy utrzymywać bezsensowne relacje.

Walnijmy z grubej rury: Matka Teresa, Gandhi, Dalajlama  – co widzimy na pierwszym planie ich działania – realizację celu czy sens, działanie przepojone głębokim sensem? Których biznesmenów pamiętamy najlepiej i zapisujemy ‘po jasnej stronie mocy’ –  bezwzględnie realizujących cele czy działających sensownie?  Spójrz jak zmieniło się spojrzenie na Billa Gatesa od kiedy przeszedł z miejsca w którym realizował bezwzględnie cele Microsoftu do działalności w której pracuje nad maksymalnie sensownym spożytkowaniem majątku którym los go obdarzył. Ta zmiana wręcz opromienia pozytywnie wizerunek Microsoftu, którym Gates już przecież nie zarządza.

Pomyśl: To poczucie sensu tego co masz do zrobienia wyrywa cię rano pełnego energii z łóżka lub brak tego poczucia naciska raz za razem przycisk ‘drzemka’ na budziku.

Sukces – taki prawdziwy, dogłębny, długotrwały nie budzący zazdrości jest funkcją sensu, rezultatem jego realizacji, efektem dodanym pielęgnowania sensu.

Jak często zgubienie sensu przenosi nas z kategorii  spełnionych i odnoszących sukcesy do miejsca w którym znalazły się Apple bez Steve’a Jobsa, czy Wallmart bez Sama Waltona którzy byli strażnikami sensu.

Firmy przepojone sensem trwają i osiągają cele. Firmy tworzone wyłącznie dla osiągnięcia celów mają najczęściej wpisane w swoje DNA porażkę.

Warto odsunąć w czasie krótko czy średnioterminowe cele dla realizacji sensu. Cała koncepcja zarządzania przez wartości zasadza się na takim podejściu… ale to już zupełnie inna historia.

Cele są wtórne wobec sensu. Cele nie osadzone w sensie są bez sensu.

P.S.

OK…Wyjdźmy z obszaru prowokującego do myślenia przeciwstawiania celu sensowi. W rozważaniach filozoficznych sens bywa też rozumiany jako cel  – dalekosiężny, długoterminowy, pozytywny i powtarzalny cel wyższego rzędu! Szukaj takich celów a znajdziesz i sens.


 

Drogi Czytelniku – mam do Ciebie prośbę. Jeśli dotarłeś do tego miejsca to zainteresował Cię ten tekst. Daj szansę na kontakt z nim także innym. Udostępnij go Twoim znajomym! Dziękuję Ci w swoim i ich imieniu!
Możesz użyć linku
http://jarekguc.pl/2014/12/11/cele-sa-bez-sensu-bez-sensu-czyli-koniec-kultury-celow/
lub poniższych ikon.


 

 

Jarek Guc

 
  • Łukasz Pietrucha

    Ile to razy się w korpo-świecie spotyka różnego rodzaju przeciwne „kejpiaje” czy inne wyznaczniki mające oceniać nasze działania… I potem te działania są nastawione tylko na to, żeby dobić do minimum takiego wskaźnika, co niekoniecznie dobrze zrobi firmie jako całości. Panie Jarku, zachęcił mnie Pan do zgłębienia tematu – chętnie przyjmę namiary na wszelkie opracowania związane z „zarządzaniem przez sens”. Gratuluję świetnego tekstu!

  • http://www.lekturyarchitektury.pl Iwona Lektury Architektury

    Och tak tak..! Trafiam tu dzięki linkowi, który udostępnił mój znajomy, którego rekomendacje bardzo sobie cenię.
    I jakże odetchnęłam z ulgą.. Bo naprawdę wydawało mi się, że jestem osamotniona w tym podejściu, że muszę, muszę, muszę wyznaczać cele, pisać plany, robić i odhaczać check-listy, a potem obwieszczać światu osiągnięty cel.. A ja tak nie potrafię. Nie, owszem potrafię, ale nie chcę. To właśnie sens, o którym Pan mówi, jest ważny, trwały i przynosi najwięcej satysfakcji. Cóż po zaliczonych celach, kiedy przy głębszym spojrzeniu okazują się pozbawione wartościowego sensu..

  • SuperJachty

    Chciałeś sprowokować? Sprowokowałeś.
    To co robisz, to zabawa słowem. Równie dobrze możesz to COŚ nazwać „zielony pomidorek”. Jeśli dla kogoś cel, to cyfra w planie sprzedaży narzuconym przez jego szefa, to rzeczywiście jest problem. I faktycznie można to nazwać „celem” w najgorszym rozumieniu tego słowa. W wielu przypadkach „cel” = „sens”. A wtedy Twój artykuł jest jedynie obracaniem słów. Co Ty na to?

  • http://dudapisze.pl DudaPisze.pl

    Bardzo fajnie to opisałeś. Tez jestem wyznawcą zarządzania przez wartości i propaguje te idee namiętnie. Ale nigdy nie pomyślałam o tym w kontekście sensu. Ale to właśnie chyba o to chodzi, żeby cieszyć się drogą(sensem) a nie tym co jest na jej końcu (cel).

Subskrybuj
Posty na maila
Join millions of other followers
Powered By WPFruits.com