Dlaczego wolę zatrudniać młode mamy

Dlaczego wolę zatrudniać młode mamy?

Mam problem z przyjmowaniem do pracy mężczyzn. Autentycznie. Mówię jak jest. I nie chodzi o to, że lubię być otoczony wianuszkiem wpatrzonych we mnie pań. Każdy by lubił. Żaden ze mnie jednak George Clooney czy Harrison Ford. Mogę z nimi konkurować ewentualnie poczuciem humoru, jeśli mam lepszy dzień, a poza tym rekrutuję najczęściej na potrzeby innych zespołów i firm a nie moje własne, czy zespołów którymi kieruję.

Za chwilę o mamach z tytułu… a na razie o co chodzi z tymi facetami?

Współpraca z facetami zaczyna się zazwyczaj od rytualnego udowadniania, kto jest alfa i ma dłuższego p…ióropusza i niestety często toczy się według scenariusza rodem z francuskiej szkoły zarządzania. Subtelności tej szkoły objaśnił mi, pamiętający chyba jeszcze budowę wieży Eiffla, HR-owiec w paryskiej centrali światowego koncernu, kiedy na ostatnim etapie rekrutacji brutalnie „uwalił” moją kandydaturę, uznając że się nie odnajdę w korporacyjnej rzeczywistości. Wkurzył mnie tym wówczas mocno. Skierował moje zawodowe losy na zupełnie inne tory, za co paradoksalnie jestem mu dziś wdzięczny. I po latach stwierdzam, że musiał się jednak znać na tej robocie bo miał absolutnie rację. Mówił:

„Wpuszczamy na klepisko trzy młode koguty (menedżerów). Wiadomo, że zaczną się naparzać. Ten który przeżyje zostaje w naszych oczach liderem (wchodzi do zarządu, awansuje itd.).”

Nie znoszę organicznie tych rytualnych tańców i przepychanek. Mimo, iż przez lata nauczyłem się w nich dość dobrze poruszać, unikam ich i środowisk w których są konieczne, jak ognia. Najczęściej są one napędzane przez typowo męską, choć tu, skierowaną w złą stronę, potrzebę walki, zmagań i wygrywania.

Dlaczego zatem chętnie wybieram młode mamy do pracy? Dlaczego mając dwoje równorzędnych kandydatów różniących się płcią, w większości przypadków, postawię na kobietę, a młodą mamę w szczególności ?

Z moich wieloletnich doświadczeń wynika, że nikt nie jest tak zorganizowany i zaangażowany w pracę jak młode mamy. Po prostu nie mają innego wyjścia! Macierzyństwo uczy kobiety tego, czego mężczyźni muszą się uczyć na kursach samoorganizacji i zarządzania czasem. Nie ma potrzeby szkoleń z produktywności, motywacji czy koncentracji. Moje współpracownice, zwykle patrzyły na mnie jak na kosmitę, mówiącego totalne oczywistości, kiedy próbowałem im relacjonować swoje odkrycia w tych dziedzinach. Mają określony czas w ciągu dnia, przeznaczony na pracę i koncentrują się w nim maksymalnie na swoich obowiązkach, efektywnie wykorzystując swoje pracownicze 6 czy 7 godzin, bo wiedzą że mają ich tylko tyle i już. Harmonogramowanie, priorytetyzację, rozwiązywanie sytuacji kryzysowych ćwiczą na swoim drugim, maminym etacie i są przygotowane do radzenia sobie z nimi lepiej, niż ktokolwiek inny.

Doceniają jak nikt inny, jeśli wykażesz jako pracodawca czy przełożony zrozumienie dla ich poza-firmowych obowiązków, pozwolisz im kształtować mniej schematycznie czas pracy i zrozumiesz, że nadgodziny są bez sensu dla nich ( Dla wszystkich innych pracowników też, ale to na inną opowieść.).

Jeśli to rozumiesz i grasz czysto, zdobywasz niekwestionowaną i nieerodującą wdzięczność. Praca daje im spełnienie społeczne, samodzielność czy potencjał partnerstwa ekonomicznego w ich związkach. Praca jest dla nich ważnym elementem na równoważni  ‘work-life balance’. Lokuje coś bardzo istotnego po stronie praca – stronie równie ważnej jak ‚nie-praca’ czyli życie, czyli cała reszta, w tym i macierzyństwo.

Oczywiście – zdarza się, że dzieci chorują. Tak  – młode kobiety zachodzą w ciążę i znikają z zespołu na jakiś czas. Miałem jednak szczęście pracować w miejscach w których radziliśmy sobie, jako przełożeni i zespół, bazując na wyczuciu, empatii, kulturze organizacyjnej, zarówno z macierzyńskimi odejściami jak i powrotami do pracy. Wiem że można, i że takie doświadczenia potrafią fantastycznie integrować grupę. Zespoły, mocno sfeminizowane, doskonale przejmowały obowiązki nieobecnych, bo ich członkinie wiedziały, że za chwile same mogą znaleźć się w takiej samej potrzebie. Transparentność tego co się działo, wspólne radzenie sobie z problemami i uczciwość całej sytuacji, redukowały do minimum nadużycia w korzystaniu z tej pomocy. Jest sporo sytuacji niestandardowych, co nie zmienia tego, że bilans jest absolutnie na plus w stronę pracy z mamami.

Wyzywam na udeptaną ziemię tych wszystkich którzy twierdzą ze młode mamy są firmową kulą u nogi. Bzdury, bzdury i jeszcze raz bzdury!

Młode mamy, czy mamy w ogóle, to przykład pogłębionego poziomu naturalnie kobiecych cech, procentujących w sytuacjach zawodowych które, na bazie wieloletniej praktyki, ogromnie cenię sobie jako rekruter, przełożony, menedżer czy współpracownik. Skrupulatność, koncentracja, pracowitość, ludzkie oblicze biznesu, inteligencja emocjonalna, konsekwencja, terminowość, zespołowe wspieranie się w pracy, dzielenie się wiedzą, porządek i dokumentowanie, odpowiedzialność, dbałość o sprzęt i budżety… lista bez końca. Przykro mi panowie – widzę tego więcej u kobiet niż u nas!

Oczywiście warto zadbać o różnorodność zespołów – również płciową. W mocno sfeminizowanych środowiskach pracy mężczyźni są potrzebni, co najmniej jako czynnik równowagi.

Jak zbadali to (amerykańscy, a jakże) naukowcy kobiety pracujące razem w jednolitej płciowo grupie – np. przez lata w biurze – mają skłonność do synchronizowania swoich cykli owulacyjnych (Może to jakiś atawizm z czasów plemiennych?). To prawda. Nie jest łatwo zderzyć się z zespołowym ‚zespołem napięcia przedmiesiączkowego’…

Zawsze jak o tym myślę, przypomina mi się stary dowcip o pewnym pytaniu i odpowiedzi, pojawiających się w tym szczególnym czasie:

„Czemu kobieta mająca PMS gotuje obiad w 18 garnkach ?

Bo ku**a tak !!!”

Współpraca z kobietami to sztuka odczytywania emocji, subtelności i drobiazgów, której trzeba się uczyć na co dzień i bez końca. Jednak powtarzam jak mantrę. Bilans jest na plus!

Typowo męskie zajęcia. Według mnie nie ma takich. Jeśli kobieta chce (!), jest według mnie równorzędnym, o ile nie lepszym (według opisanych powyżej cech) kandydatem. Kobiety w kosmosie, wojsku, polityce, biznesie, pracy społecznej, rozp***rzyły fundamenty patriarchalnego świata.

Szklany sufit awansu i finansów? Nie uznaję! Jedni z najlepszych menedżerów, przedsiębiorców których miałem okazje spotkać to kobiety. Jedne z najlepszych zarządów mniejszych i ogromnych organizacji, które miałem okazje obserwować, miały w swoim składzie najsolidniejsze filary w osobie kobiet. Jedne z najsprawniej prowadzonych programów naprawczych i restrukturyzacyjnych, były prowadzone przez kobiety. Nie ma żadnych  powodów, żeby tego nie widzieć i nie doceniać.

Weźmy kilka nazwisk pierwszych z brzegu, żeby zobaczyć przeciąg jakie zrobiły te panie w historii świata w ostatnich kilkudziesięciu latach: Margaret Thatcher, Benazir Bhutto, Matka Teresa, Oprah Winfrey, czy z rodzimego podwórka Janina Ochojska, Hanna Suchocka, Wisława Szymborska. Za chwilę dołączy do nich może Olga Malinkiewicz która pracuje nad zastąpieniem krzemu perowskitami, co pozwoli zrobić z dowolnej powierzchni kolektor słoneczny, rewolucjonizując energetykę.

Czy wiecie ze kevlar wynalazła chemiczka polskiego pochodzenia Stephanie Kwolek?

Czy wiecie, że podwaliny współczesnej informatyki stworzyła pracująca w IBM twórczyni m.in. języka programowania Cobol  Grace Murray Hopper, która dosłużyła się stopnia kontradmirała w Armii Stanów Zjednoczonych i jest autorką takich pojęć jak ‚bug’ i’debugging’? Bez niej nie byłoby ani Billa Gatesa ani Steva Jobsa.

Czy wiecie że mocne alkohole, zawdzięczamy średniowiecznej  twórczyni metod destylacji ‚Marii Żydówce’ z Aleksandrii?

Nie wiedzieliście? Ja też nie. To parę wybranych z marszu przykładów. Czemu? Bo to jeszcze jeden element charakterystyczny dla pracy kobiet – nieobecność na świecznikach, w kolejce po nagrody i sławę. I Maria Skłodowska Curie, jest tu jednym z nielicznych, chlubnych wyjątków.

Nie będę namawiał do matriarchalnej, w miejsce patriarchalnej wizji świata i twierdzeń, że „Kopernik była kobietą”. Jestem zwolennikiem rozsądku i równowagi. Nie mówię, że panie nie mają wad – same je doskonale znają i nie trzeba im tego szczegółowo objaśniać. Nie dezawuuję roli mężczyzn i typowych dla nich silnych stron – twardość, podejmowanie decyzji, komunikacja wprost – żeby wziąć pierwsze z brzegu. To o co w określonej proporcji jest zaletą, może stać się problemem czy wadą w nadmiarze czy przy zachwianiu równowagi.  Sądzę jednak, że mamy bardzo wiele do zrobienia w kierunku dostrzeżenia, zrozumienia i docenienia kobiecego wkładu i potencjału.

Dlatego właśnie wole przyjmować do pracy kobiety a młode mamy w szczególności !


 

Możesz zapoznać się z tym felietonem również w wersji filmowej. Niebawem rusza kanał ANTYZARZĄDZANIE na YouTube. Najciekawsze teksty z bloga są inspiracją do filmów na nim.


 

 Drogi Czytelniku/Czytelniczko – mam do Ciebie prośbę. Jeśli dotarłeś do tego miejsca to zainteresował Cię ten tekst. Daj szansę na kontakt z nim także innym. Udostepnij go Twoim znajomym! Dziękuję Ci w swoim i ich imieniu!
Możesz użyć linku
http://jarekguc.pl/2015/01/25/dlaczego-wole-zatrudniac-mlode-mamy/
lub poniższych ikon.

 

 

Jarek Guc

 
  • Ania Socha

    Jarek, Jarek!!!! Brawo! Odkąd wróciłam po urlopie do pracy powtarzam to swoim nowym Szefom, matki są bardziej efektywne i poukładane. Szefów dzięki Bogu mam Mądrych. Rok temu, kiedy Franek przeżywał kryzys odpornościowy ( a trwał on 12 m-cy :)) musiałam nauczyć się zamykania planu w połowie miesiąca- wiedziałam, że drugą spędzę z chorym dzieckiem. Dało się. Ale to o czym piszesz wymaga zmiany świadomości kadry zarządzającej.. I tak na koniec..z moich obserwacji wynika, że najbardziej niebezpiecznym szefem dla kobiety jest druga kobieta!

    • http://jarekguc.pl/ Jarek Guc

      Cieszy mnie Twój entuzjazm 🙂 Zmiana świadomości o której piszesz to własnie to o co chodzi. Wyjście ze skostniałych i zakonserwowanych formuł. A propos kobiet szefów…nie twierdzę, że panie są bez wad… nie twierdzę, że się z Tobą nie zgadzam…ale nie wypada mi tu rozwijać tego wątku.
      Może to tak jak z ginekologami – wiem, ze słyszenia, bo nie byłem i się raczej nie wybieram, ale ponoć mężczyźni w tym zawodzie są dużo delikatniejsi od kobiet 🙂 Tak jakoś wbrew temu co by podpowiadała intuicja …

  • Andrzej Szubert

    Witaj,
    dzięki za zaproszenie…
    Nastawiłem się na mozliwość polemiki ale chyba musiałbym zmienić poglądy. Obserwacja ze wszechmiar słuszna aczkolwiek „najnowsze” pokolenie „silnych kciuków” jest chyba niereformowalne.

  • Joanna Badowska-Kionka

    W sumie to się zgadzam:) Aczkolwiek mam swoje obserwacje po 23 latach pracy:) Po pierwsze: zorganizowanie ma się często „we krwi” i nie ma to związku z posiadaniem dziecka. Być może niektórzy – panowie również – potrzebują tej domowej bieganiny, żeby móc przełożyć ją również na pracę. Po drugie: szkoda, że tak wiele ZDROWYCH kobiet zachodząc w ciążę od razu przechodzi na zwolnienie lekarskie – jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że będzie to w przyszłości lojalny i dobrze zorganizowany W PRACY pracownik. Po trzecie: dużo matek, które znam lubią tą wymówkę „muszę wrać, bo dziecko czeka”, a tu się potem okazuje, że dziecko ma jeszcze 2 godziny niańkę, albo jeszcze jest w przedszkolu, a mama dzięki temu zyskuje wolny czas dla siebie kosztem innych pracowników. I tak właśnie rodzi się niechęć do TYCH pracowników, którzy mają dzieci. Reasumując nie generalizowałabym, bo wszystko zależy od podejścia danej osoby i zapewne jej sytuacji prywatnej. Znam świetnie zorganizowaną samotną matkę i uważam, że jest doskonałym pracownikiem, i wiele takich mam, które zarówno przed macierzyństwem były słabo zorganizowane jak i po. Wydaje mi się, że to dobre zorganizowanie wynika z CHCENIA: chce być mamą, chce pracować – no to się organizuję. Jak nie chcę – to kombinuję:) Pozdrawiam serdecznie jako zorganizowana i pacująca mama:)

    • http://www.archetika.pl/ Monika Pabijańska. archetika

      Zgadzam się.

      Od jakiegoś czasu mam uczulenie na przyswajanie wpisów, które mówią: „kobiety to… a mężczyźni to…”. Musielibyśmy sięgnąć po rzetelne badania, aby określić, że kobiety są lepiej zorganizowane (chyba, że są – a to sorry 🙂 )

      Poza tym to chyba nie jest cecha charakteru (taka niezmienna), tylko efekt treningu (o czym w tekście), którego kobiety prawdopodobnie doświadczają zostając mamami. Ale znam takie, które po tym treningu na samoorganizacji polegają równie mocno, jak przed ciążą (no ale znów, trzeba by było mieć badania, by uogólniać).

      Najbardziej frapującą informacją z tego tekstu, jest to, że osoba, które rekrutuje dla siebie i innych na starcie preferuje konkretną grupę, ze względu na swoje własne doświadczenia. To ku pamięci tym, którym nie udaje się złapać pracy – doświadczenia rekruterów są nieodgadnione.

  • http://www.paniswojegoczasu.pl/ Ola (Pani Swojego Czasu)

    Jarku w końcu przeczytałam. I jest tak jak Ci mówiłam – Kobiety są mistrzyniami w organizacji czasu choć często same tego nie wiedzą 🙂 Fajnie, że są faceci, którzy tak widzą sprawę. Udostępniam!

  • http://freelancemama.pl Freelance Mama

    No, mądrze napisane, brawo! 😀

  • KM

    Mój pracodawca teg nie widzi albo ja nie umiem tego pokazać. Do pracy wróciłam w kwietniu 2014 i czuję się niepotrzebna i jestem wewidentnym problemem. Szukam pracy ale mimo iż wysyłam tony CV, nikt nie odpowiada…pozostaje mi frustracja i psychiatra aby uratować resztki zrowego rozsądku…
    Ja poproszę o więcej pracodawców, szukająć wręcz mam, które nie tylko są doskonale zorganizowane ale także dokładniejsze, konkretniejsze…bo wiedzą, że im szybciej coś zrobią dobrze, tym więcej czasu dla siebie i dzieci…

  • Joanna Gotfryd

    Fajnie, gdyby wszyscy pracodawcy mieli takie podejście 😉 Od 3 lat prowadzę http://www.mamopracuj.pl i nie brakuje takich głosów, ale wciąż wiele jeszcze jest do zrobieia w tym temacie

  • http://www.blogojciec.pl/ Blog Ojciec

    To wszystko prawda, ale jednak pracodawcy patrzą na czynniki ekonomiczne częściej niż na czynnik ludzki. Niestety. A na papierze młoda mama jest gorszym pracownikiem, bo jak zajdzie w ciąże, to pracodawca musi zapłacić jej za miesiąc pracy, musi poszukać drugiego pracownika, musi go przeszkolić i jeszcze musi mu zapłacić. Nie mówiąc już o tym, że młode mamy znacznie częściej biorą L4 (czy to na siebie czy na dzieci), niż mężczyźni na podobnych stanowiskach. Na papierze taka młoda mama to ostatecznie znacznie wyższy koszt, niż facet, więc jeśli pracodawca ledwo wiąże koniec z końcem (a znam takich dziesiątki), to w życiu nie pomyśli, żeby ową zatrudnić. Nawet jeżeli w długoterminowym planie, tak jak piszesz, okazałoby się to bardziej opłacalne.

    Może i Państwo wspiera młode mamy (jak na przykład dłuższy macierzyński), ale ja uważam, że równie ważne jest wsparcie pracodawców owe mamy zatrudniających – np. żeby pracodawcy nie musieli płacić za pierwsze 30 dni L4, jak to jest obecnie, gdy dotyczy ono ciąży lub choroby dziecka.

    • http://jarekguc.pl/ Jarek Guc

      Zgadzam się z tym co piszesz. Często rzeczywistość ekonomiczna jest trudna do przeskoczenia. Tam gdzie mam przyjemność zbierać doświadczenia myśli się właściwie o wszystkim w tej długoterminowej perspektywie, choć nie brakowało trudnych sytuacji. Jednak kiedy zespół, w momencie pojawienia się trudności, dostawał wybór (po tym jak grupa menedżerów już przez klika miesięcy jechała na obniżonych wynagrodzeniach) wobec nieuchronności redukcji – obcinamy etaty czy solidarnie płace po 10%? Wybierał to drugie. Nie zawsze, ale często kultura organizacyjna, wartości , gra fair pomagają wyjść z różnych bardzo trudnych nawet sytuacji. Wymaga to jednak fundamentalnych przewartościowań zarówno po stronie pracodawców jak i pracowników. Podobnie w relacjach pracodawca – mamy.

      pozdr
      JG
      P.S.
      Fajny ten Twój blog – bedę zaglądał 🙂

  • http://antyterrorystka.blogspot.com/ Matka Antyterrorystka

    Oby więcej osób z takim podejściem:) Może wtedy znajdę pracę…

  • http://jarekguc.pl/ Jarek Guc

    Miłe Panie i Panowie.
    Blog to miejsce opinii. Dziekuję za Wasze.

    Głoszę swoje, opierając się na siłą rzeczy subiektywnym
    spojrzeniu i doświadczeniach. Nie jest moim celem generalizować ani
    antagonizować – a jesli nawet to w dobrej sprawie. Próbuję raczej pokazać
    (nawet przy wykorzystaniu licentia poetica a la cliche) pewne stereotypy które
    rządzą w naszym rodzimym biznesie. Siłą rzeczy forma felietonu nie umożliwia
    dotknięcia problemu szeroko i systemowo. Ktoś z komentujących gdzieś twierdzi,
    że to temat na rozprawę doktorską. Zgadzam się – niech pisze i przyśle. Z przyjemnością
    poczytam. Ktoś mówi o pominiętej roli ojców zaangażowanych w
    rodzicielstwo/urlopach tacierzyńskich. Faktycznie – nie stało w krótkiej formie
    na to miejsca. Choć to ciągle, chlubny ale, wyjątek bardziej niż reguła.
    Słusznie zauważają Panie, że sytuacja wygląda różnie u różnych osób i w różnych
    firmach, że ktoś gra fair a ktoś nadużywa preferencji dla mam jeśli są kosztem
    innych. Ktoś w końcu twierdzi że konsekwentnie będzie się unosił honorem i nie
    będzie przyjmował podejścia o którym piszę, bo to pobrzmiewa jałmużną a mamie
    nie należy się jałmużna tylko równorzędne traktowanie, solidny partner do
    wychowania dziecka i ulgi ze strony państwa. Życzę i tego, obok szczęścia i
    spokoju. Sam dodam, że nie zająłem się specyfiką matek samotnie wychowujących dzieci
    i wieloma innymi kwestiami, które można przy okazji poruszyć

    Każda sytuacja jest inna. Każdy firmowa kultura organizacyjna
    jest inna. Każda rodzina jest inna. Jednak żeby zaakcentować problem, odnieść
    się do przaśnej rzeczywistości sporej części firm, w których panuje
    armijno-feudalny model relacji pracodawca pracownik a rezultatem jest
    powszechnie panujący dystans do młodych mam, trzeba użyć kolorów czarno białych
    i paradoksalnie eksploatować stereotypy jednego rodzaju, żeby pokazać inne,które pokazać się chce.

    I owszem można sobie o tym podyskutować przy mojito i kawie
    decaff z podwójnie odtłuszczonym mlekiem sojowym, ogrzewając się przy płonącym stosiku staników palonych w proteście… Jednak w większości przypadków rzeczywistość młodych mam i kobiet jest na tyle dramatyczna, że potrzebna jest fundamentalna zmiana na dużo bardziej podstawowym poziomie, niż ten nad którym można się rozwodzić w klubach dyskusyjnych pod hasłami: Wszystko albo nic! Tu i teraz! Natychmiast!

    MK pisze: „Do pracy wróciłam w kwietniu 2014
    i czuję się niepotrzebna i jestem ewidentnym problemem. Szukam pracy ale mimo
    iż wysyłam tony CV, nikt nie odpowiada…pozostaje mi frustracja i psychiatra
    aby uratować resztki zdrowego rozsądku…”

    Tak to niestety najczęściej wygląda ! Każdy, kto styka się z tym problemem a ma w
    sobie odrobinę wrażliwości, powinien pomyśleć jaki choć mały krok może wykonać,
    żeby coś w tym zakresie zmienić . Ilu takich może być? Obawiam się, że
    niewielu. W Polsce ok 30 % firm artykułuje jakikolwiek system wartości, a
    10-15% wychodzi poza jego spisanie i próbuje go realizować w praktyce. To te
    chlubne wyjątki, które pojawiają się komentarzach i mailach.

    Otrzymałem dziesiątki maili i wiadomości. Temat został ruszony a
    moje spojrzenie jest jednym z możliwych i nie pretendującym do roli wyroczni.
    Nie jestem feministą, pseudo-feministą, antyfeministą ani kimkolwiek innym
    jeszcze. Staram się być sobą – Jarkiem Gucem i dbać przede wszystkim o szczerość intencji,
    które mną kierują – zarówno we współpracy z ludźmi ( w tym mamami ) jak i w
    publicystyce, którą uprawiam. A Mamom i tym młodym i z odchowanymi pociechami, życzę zdrowia, radości z dzieci, wspierających mężczyzn przy boku i dobrego traktowania przez obecnych i przyszłych pracodawców

  • http://www.matkaprezesa.pl/ Noemi Skotarczak

    Siłą rzeczy artykuł jest dobry.
    Problem leży jednak gdzie indziej.

    Uświadamianie społeczeństwa, że matki też są dobrymi pracownikami, to świetny pomysł. W to nawet nie zamierzam uderzać. Wielu pracodawców woli bezdzietne, lub dzietne na umowie zlecenie.

    Stereotyp, który został pokazany w felietonie zbyt mocno jest widoczny. Mężczyźni w dzisiejszych czasach coraz częściej pełnią rolę ojca pełnoetatowego, a nie tylko weekendowego. Nie są też ,,dawcami spermy”, których obowiązkiem jest tylko utrzymać. Matki z kolei nie zawsze są świetnie zorganizowanymi osobami, bo dla wielu dziecko nadal pełni rolę alibi. To zależy już bezpośrednio od człowieka, a nie od tego czy posiada dzieci, czy też nie. Pracownika nigdy nie powinno się oceniać pod kątem ilości członków rodziny. Tym bardziej, że nie mamy obowiązku tłumaczyć się pracodawcy z tego czy ma się dzieci czy nie, tak samo jak pracodawca nie może zapytać, czy planujemy w najbliższym czasie powiększyć rodzinę.

    Zbyt mocno jest dla mnie widoczny tutaj podział na mężczyzn i matki, a nie na matki i ojców, czy kobiety, mężczyzn.

    • http://jarekguc.pl/ Jarek Guc

      Tak jak wyjaśniałem – sięgam do jednych streotypów żeby pogonić inne. Ma to miejscami charakter dyskusji weselnej na sztachety z płotu ale bez wątpienia zwraca uwagę na problem. Z zainteresowaniem czekam na rozwinięcia w rożnych odcieniach szarości na kanwie mojego czarno-białego obrazka 🙂

  • Grzegorz

    Zgadzam się z częścią materiału.
    Po pierwsze, wymienianie sławnych kobiet jest bezcelowe. Każdy wie, że jest równie dużo lub więcej Wielkich ludzi płci męskiej.
    Po drugie, Kobiety nadają się bardziej do pracy z ludźmi, gdzie postawienie się w roli drugiego człowieka i przeanalizowanie sytuacji zachowań drugiej osoby jest potrzebne. Jednak jak udowodnili (a jakże) naukowcy mężczyźni mają lepiej wykształconą półkulę mózgu odpowiedzialną za logiczne myślenie i suche analizowanie faktów. Oczywiście nie oznacza to, że kobiety nie myślą racjonalnie itd. po prostu patrzą na sprawy bardziej uczuciowo. Od każdej reguły istnieją wyjątki, także trzeba zdać sobie sprawę, że badania te dotyczą ogółu czyli tu w paradę miesza się statystyka.
    Podsumowując, nie można ogólnikowo określić czy kobieta czy mężczyzna jest lepszym pracownikiem. Wszystko zależy od specyfiki zawodu jaki pracownik ma wykonywać. Przede wszystkim trzeba rozpatrywać sprawy indywidualnie, bo kierowanie się przeświadczeniem, że kobiety są lepszymi pracownikami jest niesprawiedliwe.

    • http://jarekguc.pl/ Jarek Guc

      Subtelności jest wiele. Generalizacje są niebezpieczne ale mogą być czasem konieczne żeby skupić uwagę na problemie. Dla zainteresowanych zgłębieniem różnorodności potencjału jako pracownika i różnic w odbiorże świata mogę polecić rozważania spod hasła „płeć mózgu” – czasem odkrywcze, czasem obrazoburcze, czasem potwierdzające intuicje. Opracowań w tym temacie jest wiele.

      Dobór pracownikow to bardzo szczególny i delikatny proces – zależny nie wyłącznie od płci ale typów zadań do wykonania, cech charakterologicznych i osobowościowych i wreszcie preferencji samego kandydata. Nie spotkałem lepszej formuły rekrutacji jak Assessment Center i nie spotkałem lepszej firmy organizującej AC jak http://www.resolutio.pl

  • http://szafaskrajnej.blogspot.com/ Gosia Skrajna

    Moim zdaniem dużą wartość ma „bezpieczne” środowisko pracy.
    Kiedy widzę, że pracodawca nie knuje, nie kombinuje jakby tą „ciężarną” odstrzelić – wręcz przeciwnie daję jej poczucie bezpieczeństwa, że ma gdzie wracać…w takim środowisku inaczej się pracuje.
    Wydaje mi się iż mając takie zaplecze, kobieta jest wydajnym i zaangażowanym pracownikiem.
    W innym przypadku – „zaczyna kombinować”…

    • http://jarekguc.pl/ Jarek Guc

      Dokładnie tak… to są relacja budowane w opaciu o kapitał zaufania i kodeks wartości. Tego nie robi się z dnia na dzień. Jest to czesto emanacją charakteru, podejścia wszystkich stron tej relacji, a ton jednak nadaje właściciel, menedżer.

  • http://Www.psychetee.pl/ Magdalena Widłak

    „Oczywiście – zdarza się, że dzieci chorują. Tak – młode kobiety zachodzą w ciążę i znikają z zespołu na jakiś czas. Miałem jednak szczęście pracować w miejscach w których radziliśmy sobie, jako przełożeni i zespół, bazując na wyczuciu, empatii, kulturze organizacyjnej, zarówno z macierzyńskimi odejściami jak i powrotami do pracy.”

    Musze przyznać, że zdarza się to niezwykle rzadko. Miło przeczytać, że jednak zdarza 🙂

    • http://jarekguc.pl/ Jarek Guc

      Tak… to realne, pozytywne doświadczenia a nie teoria!

      • http://Www.psychetee.pl/ Magdalena Widłak

        Szkoda tylko, że stanowią wyjątek. Przecież każdy z nas pracuje z ludźmi, o ile łatwiej i przyjemniej by nam było, gdybyśmy dbali o siebie wzajemnie, zamiast podrzucać sobie przysłowiowe świnie…

  • http://jarekguc.pl/ Jarek Guc

    http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/850793,polki-najbardziej-przedsiebiorcze-w-europie.html

    A propos tematu – Polki radzą sobie świetnie – są jak się okazuje najbardziej przedsiębiorcze w Europie – ale płacą też swoją cenę – szczegóły w Gazecie Prawnej

  • sillver88

    No tych „18 garnków” to sama radość i święta racja
    Czasem lepiej skupić się na tym co na talerzu niż czepiać się w ilu
    garnkach gotowane – zwłaszcza jeśli tego dnia nie twoja kolej na mycie
    garów albo domostwo pobłogosławione jest obecnością zmywarki Świetny tekst i chwała tym którzy tak to widzą (czyli CI
    ) Mnie podoba się bardzo, wcale nie uważam że wulgaryzmy przeszkadzają –
    podane w drobnych z aptekarską dokładnością odmierzonych dawkach dodają
    smaku i nie rażą (no w każdym razie moje zielone oczy nie ucierpiały)
    Trzeba wyczucia i finezji w posługiwaniu się językiem by z taką maestrią
    oddać codzienność nie przekraczając granic dobrego smaku… A
    pióropusze? Od dziś na stałe chodzą do mojego słownika Przyznam też, że wizja zderzenia z kolektywnym PMT przeraziła mnie samą…

  • Magdalena Stopa

    Dziękuję za opublikowanie mojego komentarza pod tekstem!

Subskrybuj
Posty na maila
Join millions of other followers
Powered By WPFruits.com