Dlaczego cele są bez sensu raz jeszcze?

Od czasu kiedy opublikowałem „Cele są bez sensu…”  (tekst chyba jakoś istotny skoro otrzymał 1000 fejsbukowych lajkoników)  temat wraca do mnie zarówno w rozmowach, jak i w moich własnych, w tym wątku, rozmyślaniach.

Ustaliliśmy, na koniec tamtej odsłony, nie dyskwalifikując celów „na amen”, że konflikt między sensem a celem może być pozorny, jeśli przyjmiemy, że sens bywa też rozumiany jako cel  – dalekosiężny, długoterminowy, pozytywny i powtarzalny cel wyższego rzędu.

Sens jest ponadczasowy i teraźniejszy zarazem

Sens jest, obok jego ponadczasowości, także silnym wymiarem teraźniejszości. Jest i powinien być realizowany stale. Tu i teraz. Raczej nie mówimy sobie: „Co prawda wiem jaki miałbym, chciałbym realizować sens, co byłoby sensowne, ale może zacznę jak dorosnę, nauczę się,  spełnię jakieś tam warunki, coś się wokół zmieni, ziści itp.”

Tak mówimy często o celach, czy jakiejś przyszłej aktywności. Przynajmniej do czasu kiedy nie doświadczymy zasadności (wskazujących na sens działania) stwierdzeń typu:

„Zacznij tam gdzie jesteś. Użyj tego co masz. Zrób to co możesz.”

Artur Ashe

(amerykański czarnoskóry tenisista, jeden z pierwszych Afroamerykanów zwyciężających w turniejach wielkoszlemowych w latach 60-tych XX w.)

Świadomie czy podświadomie szukamy bieżącego sensu, tego osobistego poczucia spełnienia, tożsamości, zasadności swojego istnienia na co dzień. I jest nam ciężko jeśli go brakuje.

Cele, siłą rzeczy, są ulokowane w przyszłości. Sens jest mocnym wymiarem teraźniejszości. Stąd fundamentalna różnica i szczególny związek między nimi. Cele, jako z natury przyszłe, powinny być nacechowane sensem. Powinny zawierać w sobie znany nam już dziś, teraz,  poszukiwany i obecny sens. Cele powinny mieścić się w obszarze sensu.  Droga dochodzenia do celów powinna mieścić się w granicach wyznaczanych sensem. Pilnowanie sensu w wędrówce do celu to pozytywne „doświadczanie drogi”, o którym tak często mówią wielcy. Sławomir Lachowski – menedżer unikalny na polskim rynku – twórca mBanku – napisał całą, godną polecenia książkę, zatytułowaną „Droga ważniejsza niż cel”

Cel jest w przyszłości  i przez to, z perspektywy tu i teraz, paradoksalnie jest „łatwiejszym” wyzwaniem.

Sens musimy realizować na bieżąco – tu i teraz –  jest on ciągłym wymaganiem i ciągłym wyzwaniem! Istotą sensu jest jego teraźniejsza intensywność.

Sens bywa prostszy od celu. Jednak wcale nie jest łatwiejszy czy mniej wymagający. Jest czesto trudniejszy  do opisania ale mamy go ugruntowany w sobie. Jest emocjonalny.  Ta emocjonalność zwykle dobrze o nim świadczy. Jednak pilnowanie sensu jako dyscyplina długodystansowa, bywa o niebo bardziej wymagające, niż osiąganie celów.

Warto! Sens jest jak igła kompasu – wskazuje stale kierunek – niezależnie od zmieniających się okoliczności. Cel jest jak punkt na mapie albo wyobrażenie o tym punkcie. Kolumb znajdując drogę do Ameryki nie osiągnął celu jakim było dopłynięcie do Indii. Jednak czy to co zrobił nie wypełniło sensu ważniejszego niż Indie jako cel?

Cele mogą ograniczać rozwój

„Planowanie strategiczne nie powinno być mylone z myśleniem strategicznym. W rzeczywistości planowanie strategiczne często upośledza myślenie strategiczne, powodując mylenie oglądania i ocen rzeczywistości z manipulowaniem cyframi i założeniami teoretycznymi.”

Henry Mintzberg

(kanadyjski ekonomista, profesor, wykładowca akademicki, twórca alternatywnych  koncepcji zarządzania i planowania strategicznego)

Uważajmy  na ograniczenia, które może przynieść bezrefleksyjne zafiksowanie się na celu. Henry Mintzberg  wyróżnia dwa sposoby kształtowania strategii. Jeden z nich oparty na definiowaniu celów i planów. Drugi, mniej oczywisty, realizowany na bieżąco – „w biegu”. Polega on  na wykorzystywaniu szans, które trzeba wyłowić z koktajlu problemów i sytuacji zaskakujących, który zwykle konsumujemy, próbując dochodzić do wyznaczonego sobie celu przyjętą drogą. Trzeba  umiejetnie korzystać z obu. Ignorowanie drugiego dramatycznie zwiększa szansę porażki „na całej linii”

To niełatwa sztuka . Jak z tego zamieszania odsiać to, co po prostu rozprasza nas w drodze do celu a wyłowić to, co jest szansą, alternatywą i być może ma potencjał znacznie przewyższający nasz początkowy cel? Ma szansę przerodzić się w coś wielkiego, sprowokowanego próbą realizacji wczesniejszego założonego celu. Może ze

pchnąć początkowy cel na drugi plan. Dla mnie zwykle probierzem takich  nieoczywistych szans, do wyłowienia po drodze do pierwotnego celu jest… sens. Twierdząca odpowiedź na pytanie:  Czy to ma sens?

Czasem ma na tyle duży, że jest w stanie zdetronizować wcześniejszy cel.

Idźmy za sensem. Miejmy cele jako narzędzia, kamienie milowe, punkty odniesienia ale nie obawiajmy się ich porzucać na rzecz sensu. Mogą się z tego narodzić wielkie rzeczy.

Sens, poczucie sensu, jest wartością. Działanie na poziomie wartości ma głęboki sens!

Osiagnięcie celu daje chwilową satysfakcję. Poczucie sensu – w tym sensowna droga – ciągłą!

Drogi Czytelniku – mam do Ciebie prośbę. Jeśli dotarłeś do tego miejsca to zainteresował Cię ten tekst. Daj szansę na kontakt z nim także innym. Udostępnij go Twoim znajomym! Dziękuję Ci w swoim i ich imieniu!
Możesz użyć linku
http://jarekguc.pl/2015/02/22/dlaczego-pisze-o-sensie-celu-raz-jeszcze/
lub poniższych ikon.


 

 

Jarek Guc

 
Subskrybuj
Posty na maila
Join millions of other followers
Powered By WPFruits.com