Dlaczego warto praktykować supersłuchanie?

To była ciekawa rozmowa z lektorem który nagrywał głos do produkowanej przeze mnie reklamy. Opowiadał o swojej podróży pociągiem w jednym przedziale z buddyjskim mnichem – Europejczykiem w dziwnych bordowo-pomarańczowych szatach. Rozmawiali jak to podróżni – o wszystkim i o niczym, jednak jak to określił ów lektor „Nigdy przedtem ani nigdy potem nie czuł się tak dogłębnie wysłuchany” Cóż niezwykłego zrobił ten mnich?

Podręczniki komunikacji mówią o aktywnym, empatycznym słuchaniu zawierającym odpowiednią postawę, wykorzystującym parafrazę, przytakiwanie, odpowiednie gesty, danie przestrzeni mówiącemu i pogłębiające pytania. Fantastyczne podejście. Jestem absolutnie za. Sam pisałem o jednym z mało znanych elemetów takiego słuchania – umiejętnie wykorzystywanej pauzie: Nie gadaj! (graj pauzą) Fakt, że czasami może razić sztucznością lub bywa śmieszne jeśli zostało sprzedane na szybkim szkoleniu w sosie technik manipulacji, wywierania wpływu. Bywa kiepsko jeśli brakuje refleksji jaka stoi za aktywnym słuchaniem intencja.

Jest jednak możliwość pójścia dużo, dużo dalej. Chyba najlepiej pasowałyby tu terminy „słuchanie medytacyjne” czy „słuchanie aktywno-pasywne” choć na potrzeby chwytliwego tytułu nazwałem to „supersłuchaniem”. To wyższa szkoła jazdy. Łatwiejsza do opanowia przez tych którzy doświadczyli dobrodziejstw medytacji. Ciągle uczę się supersłuchania, w chwilach świadomości i doświadczam pozytywnych skutków kiedy, uda mi się na dłużej wejść w ten stan.

Jak to robię?

Słucham całym sobą!

Słucham rozluźniony, staram się być w trakcie słuchania świadomie obecny w swoim ciele, oddychać, patrzyć uważnie i świadomie. Zauważam nie tylko treść, słowa, logikę wywodu mojego rozmówcy ale i jego obecność, intonację, tembr głosu, otoczenie w którym jesteśmy. Próbuję „poczuć”tę rozmowę na równi z jej słyszeniem. Przyjmuję to co jest mówione całym sobą. Forma, wibracja, emocje, komunikacja pozawerbalna, spojrzenie, otoczenie, oddech są równie ważne a momentami ważniejsze niż treść. Nie przesadzam z kontaktem wzrokowym. Traktuję go na równi z innymi kanałami przekazu.

To może być zadziwiające spotkanie na nieopisywalnym poziomie energii, szczególnej świadomości. Do czego to można porównać? Do rozmowy bez słów miedzy bliskimi kochającymi się osobami, szczególnie kiedy okoliczności podsycają ten stan. Dla bliskich, którzy mają dobre relacje, naturalne jest spotykanie się na takim niezwykłym poziomie.

Można ten stan do pewnego stopnia porównać też do próby słuchania kiedy chce ci się spać i to co do ciebie mówią zaczyna się przenikać i mieszać z błogą sennością która cię ogarnia, rozluźnia, zmienia sposób odbioru, wyłącza chęć polemizowania … Jednak tu jesteś świadomy, nie zasypiasz i nie grozi ci niekontrolowane chrapanie czy wywrócenie się na krześle na którym się kiwasz.

Możesz próbować dać taki poziom odbioru dowolnemu swojemu rozmówcy, którego chcesz obdarować szczególną uwagą. Rzecz jasna mówimy o dłuższej, głębszej rozmowie a nie o zamawianiu dania w restauracji czy anglosaskim ‚small talk’ o wszystkim i niczym a głównie o pogodzie. Nie musi się to skończyć namiętnymi pocałunkami (no chyba że jesteście parą), łzami ani uściskami – misiaczkami. Z pewnością jednak daje szansę stworzyć szczególną więź i wykreować niezapomniane doświadczenie.

Co prawda mistrzowie czarnego pasa w kontaktach z ludźmi – tacy jak Jan Paweł II, Dalajlama czy Bill Clinton byli w stanie nawiązać taki kontakt, w sekundy potrzebne na uściśniecie dłoni i spojrzenie w oczy, ale nie przesadzajmy z ambicjami.  (Wiem że wymienienie tu Billa Clintona jest zaskakujące ale przy wszystkich kontrowersjach które budzi jego osoba, fundamentem jego politycznych sukcesów była siła magnetycznego słuchania, przyciągająca do niego wyborców i wspólpracowników, w tym współpracownice)

Ja mam nadzieję, że jeśli będę długo ćwiczył, to może osiągnę choć częściowo takie efekty jak mnich z pociągu.

Jednak  najistotniejsze nie jest tu robienie niezapomnianego wrażenia na rozmówcach czy jakiekolwiek manipulacje – choć zwykle efekty są spektakularne. Najfajniejsze jest to, że Ty jako słuchacz, czujesz się  dzięki takim rozmowom fantastycznie spełniony, wyluzowany, zrelaksowany.

Czy to jest do zastosowania w twardych negocjacjach czy załatwianiu drażliwych spraw? Docelowo tak. Możesz próbować zastosować ten typ słuchania w każdej sytuacji – jak zrobi się gorąco, najwyżej przełączysz się na standardowe ustawienia. Danie tak głebokiego pola do wypowiedzenia się drugiej stronie może pomóc, zmieniając zaskakująco dla rozmówców dynamikę spotkania. W rozmowie z grupą, możesz próbwać obdzielać taką uwagą kolejne wypowiadające się osoby. Warto jednak zacząć próbować supersłuchania w spokojnych, łatwiejszych rozmowach jeden na jeden.

Jeśli twierdzisz, że nie masz czasu na medytację spróbuj słuchania medytacyjnego.

Dla mnie supersłuchanie jest jednym z najbardziej ożywczych doświadczeń w kontakcie z innymi ludźmi.


 

Drogi Czytelniku – mam do Ciebie prośbę. Jeśli dotarłeś do tego miejsca to zainteresował Cię ten tekst. Daj szansę na kontakt z nim także innym. Udostępnij go Twoim znajomym! Dziękuję Ci w swoim i ich imieniu!
Możesz użyć linku
http://jarekguc.pl/2015/04/14/dlaczego-warto-praktykowac-supersluchanie/
lub poniższych ikon.

 

Jarek Guc

 
  • http://workcited.pl/ Workcited

    Trochę właśnie jest tak, jakby prawdziwe słuchanie było podzbiorem medytacji tak, jak jest nim na przykład sport.To właśnie najtrudniejsze – słuchać tu i słuchać teraz. Przecież bywa, że temat albo nas nie interesuje, ale często po prostu uciekamy myślami zupełnie gdzie indziej. I jeśli wtedy dajesz sobie prztyczka w nos, budzisz się i wracasz do słuchania – tu już bardzo wiele.

    To rzeczywiście ciekawe, ile dobrego słuchanemu daje dobry słuchacz. Często mówimy „Dzięki, że mnie wysłuchałeś”, bo faktycznie człowiekowi robi się często lepiej tylko dzięki temu, że mogą o czymś opowiedzieć. A jeśli słuchający dodatkowo pokaże, że rozumie (niekoniecznie się zgadza), pokaże optymizm i autentyczne zainteresowanie jednocześnie powstrzymując się od pouczania, to efekt bywa zaprawdę niezwykły.

    Ten temat przypomina mi jak bardzo ważna jest umiejętność koncentracji na jednej osobie, jednej rzeczy, jednym zadaniu i jak dużo codziennego szczęścia zjada nam przez wielu wychwalany multi-tasking. Nie bez powodu termin ten wziął się ze świata komputerów 🙂

Subskrybuj
Posty na maila
Join millions of other followers
Powered By WPFruits.com