Co wspólnego mają kryzysy, szanse i loty ponaddźwiękowe?

Kiedy testujący maksymalne szybkości piloci zaczynali dochodzić do granicy dźwięku, nie wiedziano, co się wydarzy po jej przekroczeniu. Czy przejście tej bariery nie dokona jakichś natychmiastowych albo odsuniętych w czasie acz nieodwracalnych uszkodzeń ciała lub wręcz śmierci? Za każdym razem kiedy myślę czego wówczas się bali zdobywcy przestworzy, przychodzi mi na myśl głupkowaty dowcip o koleżce, któremu podczas momentu  skrajnego napięcia w publicznej toalecie, ktoś zgasił światło. Przerażony zakrzyknął „O Boże, pękły mi oczy!”

Jakim zaskoczeniem musiało być dla przekraczających barierę dźwięku, kiedy po drugiej stronie tego stresującego, dramatycznego, przeciążającego do granic fizyczną wytrzymałość pilota momentu, była totalna zmiana – spokojny i łagodny lot, a z samym pilotem nie działo się, per saldo, nic złego.

Mułła Nasruddin to średniowieczny odpowiednik Forresta Gumpa, czerpiący z buddyzmu, chrześcijaństwa, judaizum i sufizmu. Na poły mityczny mędrzec-głupiec i filozof z Anatolii, bohater niezliczonych legend i przypowieści, który znany był na całym Bliskim Wschodzie i Bałkanach już od XIII wieku.

Nauczał najważniejszych życiowych prawd, żartując z siebie i swoich niedoskonałości. W jednej z wielu historii, opowiada jak potknął się u szczytu wyjątkowo długich i szerokich schodów prowadzących do świątyni. Staczał się spektakularnie w dół, z gracją worka ziemniaków. Kiedy wytraciwszy impet, poobijany od stóp do głów spadł wreszcie z ostatniego schodka na plac poniżej świątyni powiedział do siebie: „Szkoda, że to już!”

Pomyśl! Czy to nie najtrudniejsze momenty w życiu ukształtowały cię i zmieniły najbardziej? Nikt nie mówi, że były przyjemne. Ostatnie co przychodziło wówczas do głowy, to żeby traktować je jako wartościowe. Nikt nie namawia cię do prowokowania podobnych, z masochistycznym zacięciem poszukiwacza bólu dla samego bólu, jako pokręconego źródła przyjemności. Jednak czy nie jest paradoksem godnym zauważenia, jak fundamentalnie ważne bywają? Właśnie te ze szczytu listy najbardziej stresujących i dewastujących: śmierć bliskiej osoby, rozwód, koniec związku, poważna choroba, utrata pracy, bankructwo, strata, zmiana miejsca zamieszkania.

To przecież one wyrywają nas siłą rwącego strumienia z zatęchłego już często, stojącego bajorka, kierując na głęboką wodę – podtopionych, pokiereszowanych ale ciągle żywych, ciągle na powierzchni, ciągle łapiących oddech. Czasem wbrew wszystkiemu i wszystkim. Są często jak nowe narodziny – z całym dramatyzmem i pięknem towarzyszącym temu aktowi. Obdzierają nas ze skorupy. Przez rany  boleśnie odświeżają nasz kontakt z rzeczywistością. Dają nam nowe spojrzenie. Sprowadzają nas z pozycji zadufanego w swoje umiejętności zblazowanego mistrza, do roli dziecka, które musi się znów uczyć od nowa.

Ten  strumień, który siłą wyrzuca nas na szeroko rozlane wody, dając nam nowe, niezwykłe spojrzenie na to co nas otacza, z czasem zmienia je w zrozumienie tego co się działo, jaki to miało sens i co miało w nas zmienić.

Chiński zapis słowa, pojęcia „kryzys” w tych ichnich słowo-literach składa się z dwóch znaków: zagrożenie i możliwości.

Kryzys

Na jednej z konferencji na temat zarządzania przez wartości, zeznający tam jezuita, opowiadał o ciekawych schematach myślenia i działania właściwych dla tego zakonu. Jeden z nich mówi: Kiedy pojawia się problem, sytuacja kryzysowa, należy się zastanowić nie wyłącznie nad tym jak się z nią uporać, ale przede wszystkim nad tym, do czego można ją „wykorzystać” – załatwienie jakiej większej sprawy, jakiego większego tematu, umożliwia czy prowokuje.

Może z latami, już tocząc się po schodach, będziesz jak Mułła Nasruddin wiedział, że dzieje się coś ważnego i jakaś część ciebie będzie już wówczas żałowała tego, że za chwilę to doświadczenie się skończy. Może będziesz dochodził do tego zrozumienia, dopiero kiedy rany się zagoją i zaczniesz znów dostrzegać wschody i zachody słońca.

A może już wiesz, że to co trudne, ma jakiś tajemniczy paradoksalny sens i jest ważne. Wiesz, że kryzys jest jednocześnie i problemem i szansą, a w trudnej sytuacji warto rozważyć do czego większego jego pojawienie się może lub powinno prowadzić?


 

Drogi Czytelniku – mam do Ciebie prośbę. Jeśli dotarłeś do tego miejsca to zainteresował Cię ten tekst. Daj szansę na kontakt z nim także innym. Udostępnij go Twoim znajomym! Dziękuję Ci w swoim i ich imieniu!
Możesz użyć linku
http://jarekguc.pl/2015/04/19/co-wspolnego-maja-kryzysy-szanse-i-loty-ponaddzwiekowe/
lub poniższych ikon.

 

 

Jarek Guc

 
Subskrybuj
Posty na maila
Join millions of other followers
Powered By WPFruits.com