Dlaczego wybiorę prezydenta a następnie puszczę pawia

W niedzielę pójdę do tej cholernej urny i wrzucę kartkę z krzyżykiem a potem pójdę puścić pawia, bo to wszystko tak beznadziejne, tragiczne i nudne, że zbiera mi się na nudności już od dawna.

Nie zajmuję się polityką i programowo nie chce się nią zajmować, pisać o niej, zastanawiać się nad nią. Jednak ostatnio polityka tak intensywnie zajmuje się mną, że nie sposób się zdystansować. Wyłazi z wszelkich kątów i zamęcza swoją nędznie upudrowaną gębą.

Wszelkie zawarte w tekście przerysowania, przejaskrawienia i uproszczenia są zamierzone.

***

Szanowne Państwo! To po wielokroć przekracza granice dobrego smaku i obraża inteligencję przeciętnie rozwiniętego człowieka. Zmuszacie mnie do znajdowania na własną rękę klucza do tej schorowanej sytuacji, która jest nam serwowana. Musi być naprawdę ważny powód do tego, żeby obywatel zabrał się do myślenia. Powodem tym dziś są totalne ograniczenia, wśród tych którzy mają myśleć za niego, czy w jego imieniu. I nie mówię tu o tytułach naukowych, IQ ale o zwykłej ludzkiej przyzwoitości i życiowej mądrości.

Wysiliam zatem, zmuszony okolicznościami, mój mały rozumek i wiem według jakiego klucza będę głosował w maju, jesienią i jak długo będzie mi dane pożyć, choć wcale nie jestem z tymi wnioskami ani odrobinę bardziej spokojny, ani szczęśliwszy. O kluczu za chwilę.

***

Teraz spójrzmy nad czym się wspólnie pochylamy:

Mamy miłościwie panującego niedźwiadka koala, z energią nadużytej bateryjki R20 w kontrze do plastikowej pacynki na łapce prezesa wszystkich prezesów. 10 milionów ludzi ogląda w niedzielny wieczór, zmagania obu gigantów z ukryciem, widocznych na pierwszy rzut oka na twarzy, objawów chronicznego zatwardzenia, przy okazji rozmowy o niczym. Naród pochyla się, trzymając kciuki, z troską rodzica, nad zagubionymi we mgle dziećmi na nocniczkach. Czy jeden się zmobilizuje, obudzi i w końcu przyciśnie jak facet?  W czyim właściwie imieniu, robi to co robi, drugi? To są problemy którymi mamy się zajmować? Serio? Komuś się tu zniekształciła czasoprzestrzeń?!

I to ponoć ma być niezłe na tle innych zapunktowanych w tej zabawie? Poczciwego, w swojej naiwności, rockmana będącego  marionetką na sznurkach sztabowców, którzy szukają jelenia do przejażdżki na Wiejską, a którego jedyny jow-ialnie czytelny postulat, zmiecie jego własny ruch protestu i wyeliminuje szanse na inne alternatywy. Podstarzałego satyra w muszce. Żeby chociaż był Stańczykiem, a to zwyczajny klaun. Warzywa – unikalnego połączenia mima i celebryty z szansami na rozkładówkę. Nie analizuję garści bliżej nieokreślonego planktonu a może raczej pleśni, która przyczepiła się i mówi „nadajemy kierunek”.

No i mamy do rozważań – coś miedzy słabej jakości teatrem lalkowym, mini-zoo a cyrkiem. Bardziej emocjonujący są Mucha z Pudzianowskim usiłujący tańczyć, czy Big Brother sezon 18 w telewizji miejskiej w Koziej Dupce. Lepiej do serc i wyobraźni trafia Mariolka z „Paranienormalnych”. To się nie nadaje nawet na poszukiwanie Dyzmy A.D. 2015

***

A ja się naiwnie pytam „Quo Vadis Polsko?” Gdzie jest jakaś wizja, jakaś perspektywa? Gdzie jest jakiś Piłsudski w sporze z Dmowskim? Jakiś Paderewski, jakiś Narutowicz czy choćby Wałęsa z Kwaśniewskim wojujący o to czy rękę czy nogę sobie podawać?  Gdzie jakieś kolejne wejście do NATO czy Unii Europejskiej? Gdzie jest jakaś budowa Gdyni?  Nie chcę się cofać dalej w historię…

Gdzie jest jakiś polski Kennedy twierdzący z przekonaniem, że za 10 lat będziemy na księżycu? Jakiś Martin Luther King mówiący „I have a dream…”? Jakiś Gandhi czy Mandela, który proponuje załatwienie jakiejkolwiek ważnej dla nas jako nacji sprawy?  Dowolnej, ważnej, jednej, dużej sprawy. O jakimkolwiek istotnym ciężarze gatunkowym. Choćby pierwszej z brzegu. Choćby takiej jak: „Sprowadźmy w pięć lat do Polski 5 milionów Wietnamczyków bo są pracowici, niegroźni, dobrze się asymilują i będą pracować na naszych emerytów i ocierać nam smarki jak będziemy wszyscy w domu starców. Bo inaczej zamelduje się nam tu byle kto i zrobi nam więcej problemów niż ich załatwi”

Nie sądziłem, że będę z nostalgią wspominał nośność naiwnych haseł „druga Japonia” czy „100 milionów”?! Przynajmniej było się o co spierać albo z czego śmiać.

Czy naprawdę tylko na tyle nas stać? Na scenę za sceną jak z „Rejsu”? Czy tylko „ch…, d…, kamieni kupa… nuda… i droga na Ostrołękę”? A może to w czym jesteśmy zmuszeni uczestniczyć jest faktycznie emanacją naszego totalnego narodowego zgnuśnienia? O czym my będziemy pisali w podręcznikach do historii?

***

Nie wierzę, że ktokolwiek z Szanownego Państwa, ma jakiekolwiek zainteresowanie moją osobą, w kontekście innym niż bycie cyferką w sondażach wyborczych i płatnikiem podatków. Macie gdzieś, co dla mnie dobre. I prawdę mówiąc, nie zależy mi już na tym, żeby to kogokolwiek obchodziło. Wyrosłem z tej naiwności. Chcę mieć z tym wszystkim jak najmniej wspólnego. Nie chcę żeby ktokolwiek zajmował się w ten sposób, jakimkolwiek żywotnym interesem moim, czy moich współplemieńców i wycierał sobie przy tym gębę nadaną przeze mnie legitymacją.

Legitymacja, której dziś mogę udzielić jest jedynie na fasadowość i powstrzymywanie się od działania.

Mam zatem jedną prośbę. Nie przeszkadzajcie, ani  mnie ani pozostałym 40 milionom w próbach w miarę normalnego funkcjonowania. To my zaczynaliśmy odbudowę ekonomii od handlowania z łóżek polowych i szczęk. To my kreatywnie i z uporem maniaka próbujemy „robić swoje” jak w piosence u Młynarskiego, choć jest to taniec na nieustannie rzucanych nam pod nogi kłodach i bycie szczurami doświadczalnymi. To my przenieśliśmy ten kraj przez kryzys ostatnich lat pokazując Wam w sondażach, że waluta euro to kiepski pomysł i tego już raczej nie zdzierżymy. 95 % gospodarki to nasze codzienne wysiłki. To my płacimy podatki. To my tu ciężko pracujemy. To my tu finansujemy wzajemną pomoc dla siebie. To z nas ściągacie wszelkie abonamenty na teatrzyki, które nam serwujecie, łącznie z tym dzisiejszym. Jeśli ktoś ma prawo zapisać jakieś osiągnięcia i sukcesy na swoje konto, to jesteśmy to my. Może zatem możemy mieć jakąś prośbę? Radzimy sobie wbrew polityce, mimo Państwa. Nie trzeba nam pomagać. Wystarczy nie przeszkadzać! Nie wpier…. się i już! Bo w końcu kto tu jest dla kogo? I kto ma komu służyć? I kto ma kogo słuchać?

Żądam, trzymajcie się z dala od mojego pola uwagi. Nie chcę was na swoim radarze. Wypad z ekranu. Bawcie się w swoje koterie i kotyliony i odwalcie się uprzejmie ode mnie. Jestem w stanie zapłacić za to cenę krzyżyka na kartce wyborczej czy znaczka na list w głosowaniu korespondencyjnym… ale błagam: „Ciszej nad tą trumną, która nazywa się klasa polityczna”. Życie nie toczy się na Wiejskiej, Krakowskim Przedmieściu w Belwederze czy Pałacu Namiestnikowskim. Z prawa, z lewa, ze środka, ze wsi i z miasta – jesteście kompletnie oderwani od rzeczywistości, nawet jak nauczycie się na pamięć cen z Biedronki. Jesteście niereformowalni i dziś nie macie do zaproponowania nic. Kompletnie nic!

Żebyście chociaż byli zabawni jak Wałęsa – byłoby się z czego pośmiać. Albo tak czytelni w swojej małości jak Berlusconi – wiadomo byłoby przynajmniej z kim ma się do czynienia. A tu nic, nil, zero, płaszczyzna idealna.

Szukając zatem mocnych stron i kompetencji, w tym z czego mam wybierać, zagłosuję i konsekwentnie będę głosował na tego i na tych, którzy obiecają mi, że nie będą robili nic. Co najwyżej czyszczenie żyrandola, wymiana żarówek, polerowanie wizytówek z nazwiskami w ławach poselskich. Sztandary, honory, szampan, wódeczka. Bawcie się – ja stawiam! Możemy nawet ukonstytuować monarchię i wybrać dożywotnio króla. Same oszczędności – nie będzie cyrku co pięć lat, wyprodukuje się gadżety promocyjne i sprzeda turystom. Ale błagam: Siedźcie grzecznie w piaskownicy i jak najmniej ruchów i inicjatywy własnej. Interesują mnie jedynie kandydaci skrajnie pasywni… bo zwyczajnie nie widzę innego wyjścia.

Nie chodzi o to żeby wybrać kogoś kto obiecuje, że coś zrobi. Bo nie zrobi! Chodzi o wybranie tego,  kto będzie najmniej przeszkadzał! Reszta to teatr dla maluczkich i pokazy iluzjonerskie. Czy ja jestem ‘antysystemowy’? Nie! Ja jestem asystemowy, bezsystemowy. Nie chcę żadnego systemu – chcę śladów normalności i odrobiny zdrowego rozsądku!

Nie próbuję nawet nikogo namawiać do sformułowania programu politycznego, którego celem byłoby ograniczenie znaczenia polityki w naszym życiu, demontaż obecnej klasy politycznej, minimalizacja jej chorego wpływu na rzeczywistość, bo nie widzę nikogo kto miałby jaja, żeby się podjąć takiej samobójczej misji. Nikt nie zrozumie, że takim projektem, zapisałby się w historii Polski tak jak w historii swoich krajów wspomniani Kennedy, Luther King, Gandhi, Mandela. Niestety w 3 z 4 przypadków za cenę życia – ale tak się wistuje, grając o miejsce w historii.

Szkoda strzępić języka. Szanowne Państwo nie zrozumie, że prawdziwą wielkość osiąga się przez umniejszanie siebie dla dobra ogółu, że im większa władza tym większa odpowiedzialność, że „noblesse oblige”, że sprytna prezentacja sztucznie wykreowanej osobowości nie zastąpi prawdziwej mocy charakteru.

***

Jestem przerażony kiedy czytam:

„Gdy Edmund Wittbrodt był kilka miesięcy ministrem edukacji, dopiero w kilka lat później przyznał, że taki system oświaty jak nasz będzie podporządkowany instrumentalnie interesom polityków. I nie ma znaczenia, jakiej opcji będą to politycy. To wszystko jest groźne jeszcze z jednego powodu – naszej przyszłości. W Polskiej Akademii Nauk powstał raport Komitetu Prognoz „Polska 2050”, gdzie naukowcy przewidują, jak potoczy się historia przez najbliższe kilkadziesiąt lat i jakie będą losy naszego kraju. Dane są porażające. W Polsce zniszczono tkankę społeczną, szerzy się partyjniactwo, idziemy w kierunku autorytaryzmu. Mamy niskiej jakości państwo i słabo rozwinięte społeczeństwo obywatelskie. Inne kraje będą się rozwijać szybciej, świat będzie dążył do gospodarki i cywilizacji wiedzy, a nasza edukacja, jeśli się nic nie zmieni, temu nie sprosta. Staniemy się pariasami Europy.”

Bogusław Śliwerski,

„Zmierzamy ku edukacyjnej katastrofie”

I co ja mam z tym wszystkim zrobić? Pójdę do tej cholernej urny i wrzucę kartkę na tego, który mniej będzie przeszkadzał, siądzie cicho w kącie i pozwoli nam spokojnie żyć, bo zwyczajnie nie mam dziś lepszego pomysłu na ten bałagan. A potem pójdę puścić pawia bo to wszystko tak beznadziejne, tragiczne i nudne, że zbiera mi się na nudności już od dawna.

A w nocy z niedzieli na poniedziałek, przed pójściem do pracy, posłucham kilka razy Grześka Ciechowskiego… Bo jestem Polakiem. Tak się jakoś złożyło…

Drogi Czytelniku – mam do Ciebie prośbę. Jeśli dotarłeś do tego miejsca to zainteresował Cię ten tekst. Daj szansę na kontakt z nim także innym. Udostępnij go Twoim znajomym! Dziękuję Ci w swoim i ich imieniu!
Możesz użyć linku
http://jarekguc.pl/2015/05/19/dlaczego-wybiore-prezydenta-a-nastepnie-puszcze-pawia/
lub poniższych ikon.

 

Jarek Guc

 
Subskrybuj
Posty na maila
Join millions of other followers
Powered By WPFruits.com