10 sposobów na codzienne znajdowanie dobrostanu

Dobrostan– subiektywnie odczuwany dodatni bilans emocjonalny i poczucie zadowolenia z życia (ang. well being). 

Aby człowiek miał poczucie dobrostanu powinien doświadczać: pozytywnych emocji, pochłonięcia tym co robi – zaangażowania, poczucia głębszego sensu, poczucia osiągnięć, pozytywnych związków z innymi.

(wg szkoły psychologii pozytywnej Martina Seligmana)

Moje sposoby na znajdowanie dobrostanu są proste. Fakt, że są proste nie musi oznaczać, że są łatwe. Są dni kiedy nie udaje się sięgnąć do żadnego z nich. Bywają takie, że sięgam do kilku. Czasem do wielu a może nawet wszystkich. Te drobne akty są sposobami,  postulatami i nieustannymi wyzwaniami. Może znajdziesz wśród nich coś dla siebie. Jeden z nich może być Twoim światełkiem w tunelu. Praktykowanie trzech powinno zacząć robić znaczącą różnicę. Przy pięciu zaczniesz odczuwać fuandamentalne zmiany. Kto wie – może kolejnym krokiem będzie zanotowanie Twoich własnych 10 sposobów na znajdowanie dobrostanu i dzielenie się nimi z innymi. Nie spiesz się. Wystarczy, że zaczniesz od jednego. Nie wszystkie muszą być dla Ciebie. Mówię o moich, żeby zainspirować Cię do poszukiwania własnych.

Jak zatem szukam dobrostanu?

Oddycham * (1)

Każdy z nas oddycha – nieustannie. Ja staram się parę razy dziennie pooddychać, koncentrując się na samym oddechu. Wystarczy seria trzech cykli wdech, krótki moment zatrzymania między nim a wydechem i wydech, żeby na kilka sekund przyhamować, złapać chwilę kontroli nad sobą, życiem, światem i poczuć się lepiej.  Najprostszy i najszybszy sposób na pośpiech, stres, zmęczenie, hałas, utratę kontroli.

Patrzę * (2)

Otwieram oczy. Staram się zobaczyć coś nieoczywistego, czasem na pozór banalnego. Często patrzę w niebo – zauważam taniec chmur, słońce, księżyc, gwiazdy. Oglądam korony drzew, rośliny, elementy architektury w miastach – szczególnie szczyty budynków. Ludzi – kobiety, dzieci, mężczyzn, pary, grupy.Wystarczy podnieść głowę i zatrzymać wzrok na chwilę. Można zobaczyć wiele rzeczy, których w biegu nie widać.

Śpię (3)

Wieczorem jestem jak małe dziecko, które trudno wygonić do snu. Jeszcze chwilę, jeszcze trochę. Najlepiej jednak zasypiam kiedy jestem już tak wyeksploatowany dniem, że wchodząc wieczorem do domu doczołguję się z trudem do łóżka. Uchylam okno, zza którego dobiega szum ulicy. Wskakuję pod kołdrę i układam się płasko jak do długiej sesji relaksacyjnej i przez taką próbę relaksacji na leżąco, zapadam w sen.

Moim napędem w ciągu dnia są drzemki – minimum jedna, często dwie, czasami trzy. Trwają 15-20 minut. Wiedzą o tym moi bliscy, współpracownicy.Widzą moją efektywność z drzemkami i bez. Rozumieją ich konieczność.

Jeśli mam za sobą zarwaną noc, śpię w ciągu dnia 1,5 godziny. Planując spanie powinno się starać mnożyć wielokrotność 1,5 h (3h; 4,5h; 6h; 7,5h itd.) bo tyle trwa jeden cykl  przechodzenia przez wszystkie fazy snu. Drzemka nie powinna trwać więcej niż 30 minut, żeby się zregenerować a nie wejść w głębsze fazy cyklu, który powyżej 30 minut nie powinien być przerywany.

Jem * (4)

Byłem na wielu dietach. Niektórymi zrobiłem sobie niezłą krzywdę. Mam tendencje do nadwagi. Ostatecznie sprawdza się kombinacja następujących elementów:

> Pilnowanie niskiego indeksu glikemicznego posiłków, (wartościowe proteiny, warzywa, owoce i wolno trawione węglowodany w rozsądnej ilości)

> Pilnowanie obojętnego lub ujemnego bilansu energetycznego – mniej kalorii przyjmowanych niż zużywanych

> Jedzenie świadome w dwu wymiarach:

  • Jesli wiem co będę jadł to nie będę jadł byle czego. Staram się mieć coś do zjedzenia lub jasny plan co i gdzie zjem.
  • Kiedy jem to koncentruję się na akcie jedzenia – smakowaniu, dostrzeganiu co jem i jak jest to podane, czasie na jedzenie.
Chodzę (5)

Sporty to jakoś nigdy nie była moja bajka. Żeby nie stracić  do reszty swojej sprawności motorycznej, człowiek powinien przejść dziennie 10 000 kroków – około 5-6 kilometrów marszu. Czuję się lepiej  jak tyle przejdę – czasem celowo nadkładam drogi z włączonym „endomondometrem” żeby wyrobić normę.  To najprostsze co mogę zrobić. Czasem jest to celowy, treningowy forsowny marsz / marszobieg z zastosowaniem interwałów. Jak mam energię i okazję pływam  – przeciętnie jeden kilometr – też interwałowo. Lubię jogę – dobra sesja trwa 60-90 minut. Jednak plan minimum to 10 000 kroków.

Ostatnio „wkręciłem się” w poranne ćwiczenia buddyjskich mnichów – „5 tybetańskich rytuałów”. Jeśli nawet odwirować z nich dalekowschodnią metafizykę, jest to dobra okazja żeby się poruszać z rana. Zakładam, że koleżkowie w powłóczystch szatach mają jakieś powody do uprawiania takiej a nie innej porannej gimnastyki skoro robią to ponad dwa i pół tysiąca lat. (Krótko o tych ćwiczeniach u Agnieszki Maciąg „Rytuały Tybetańskie – źródło wiecznej młodości”.)

Czytam (6)

Czytanie jest fundamentalną dla mnie aktywnością. Idealny dzień zaczyna się od lektury – jeszcze w łóżku. Literatura rozwojowa, psychologiczna, duchowa, biznesowa. Zapładnianie głowy ideami. Unikalny dialog z autorami którzy mają do powiedzenia rzeczy które zmieniają moje życie. Rezultatem takich lektur jest każdy z opisywanych tu filarów. Dzień bez lektury jest niepełny. (Więcej na ten temat znajdziesz we wpisie „Żyję z tego że inni nie czytają książek”).

Piszę (7)

Pisanie jest trudniejsze i mniej oczywiste od czytania, ale daje mi poczucie głębokiego sensu i spełnienia. Jest jakby drugą stroną medalu o nazwie czytanie. „Kupiłem” od Tima Ferrisa zasadę którą on usłyszał od swojego pisarskiego coacha: „Two lousy pages a day” („Dwie nędzne strony dziennie”) Nawet gdyby pisać tylko w dni robocze daje to 400 stronnicową książkę w rok. W połączeniu z zasadą „Writing is re-writing” (to już trudniej przetłumaczyć ale będzie to jakoś tak:„Pisanie to poprawianie tego co piszesz”) to droga do napisania książki, co chciałbym zrobić.

Rozmawiam (8)

Nie lubię banalnych rozmów o niczym. Nie wyklucza to ‘small talk’ które pomagają zauważać ludzi wokół i pokazywać im, że są dla mnie ważni. Staram się odbyć co najmniej jedną głębszą rozmowę dziennie. To czym często się zajmuję można wpisać w modne kategorie coachingu, mentoringu, konsultacji czy doradztwa dla osób czy zespołów. To wszystko są de facto rozmowy. Wiem, z doświadczenia, ile mogę nimi zdziałać, na ile są innym pomocne i ubogacające dla mnie.

Jestem* (9)

Szukam rożnych wymiarów bycia tu i teraz, uważności, świadomości, obecności. Często jest to oddychanie,  patrzenie, jedzenie, chodzenie, rozmowa (szczególnie słuchanie – więcej o tym w postach:„Dlaczego warto praktykować supersłuchanie?”  i „Nie gadaj! (graj pauzą)”) Szukam też chwil obecności, które przybierają formę momentów świadomości i są rodzajem mini medytacji – celowego zatrzymania. Może to być dłuższe, niż to zasadne, celebrowanie mycia rąk. Niemechaniczne, skoncentrowane na krokach wchodzenie po schodach. Przybranie celowo rozluźnionej postawy przy siadaniu w knajpie czy wsiadaniu do samochodu. Mini ćwiczenie z jogi lub stretchingu czy oddech w oczekiwaniu w kolejce. Jest nieograniczona ilość okazji do świadomego bycia.

Uśmiecham się (10)

Jestem z natury typem melancholijnym. Uśmiechanie się nie jest dla mnie oczywiste. Wymaga ode mnie jakiejś „pracy” w odchodzeniu od wizerunku smutasa. Uśmiech jest najprostszym sposobem wywołania dobrostanu u siebie i u innych. Ponoć mój jest miły. Staram się do niego sięgać jak najczęściej.

Ciekawe, że nie ma tu pracy i myślenia… Cóż, w pracy i w myśleniu staram sie, po prostu,  jak najczęściej i gdzie tylko to możliwe, sięgać do tych 10 sposobów… ale to już na inną opowieść.

A jakie są Twoje sposoby na znajdowanie dobrostanu?

 

* świadomie


Drogi Czytelniku – mam do Ciebie prośbę. Jeśli dotarłeś do tego miejsca to zainteresował Cię ten tekst. Daj szansę na kontakt z nim także innym. Udostepnij go Twoim znajomym! Dziękuję Ci w swoim i ich imieniu!
Możesz użyć linku
http://jarekguc.pl/2015/07/15/dlaczego-firma-to-ty/
lub poniższych ikon.

 

Jarek Guc

 
  • http://medialnie.info/ Józef Figura

    Moim zdaniem konieczne jest wyrobienie swoistego rytuału. Dla mnie – przygotowanie i picie kawy. To czas na delektowanie się chwilą – gdy przy dobrej muzyce lub w ciszy na 15-30 minut można się wyłączyć z otoczenia. Oczywiście komputer i telefon idą w odstawkę.
    Kiedyś – niestety – taki dobrostan zapewniał papieros. Nie dla nikotyny, ale przerwy w pracy, ale konieczności wyjścia na 10 minut do palarni lub na zewnątrz i chwili w samotności. Gdy rzucałem – tego brakowało mi najbardziej. Podobnie jak i papierosianego towarzystwa – ludzi paradoksalnie mających podobne, dość niepokorne podejście do życia…

  • Pingback: Szukanie dobrostanu w dzisiejszym zwariowanym Świecie.. — ActiveMan.info()

Subskrybuj
Posty na maila
Join millions of other followers
Powered By WPFruits.com