10 błędów które popełniamy w sprawie hejtu

Oczywiście, że hejt jest problemem. Oczywiście, że bywa przyczyną osobistych tragedii. Oczywiście, że należy mu przeciwdziałać. Oczywiście, że zorganizowane akcje społeczne i informacyjne przeciw hejtowi mają głęboki sens. Istotne tylko, żeby realnie patrzeć na to z czym mamy do czynienia, stosować do przeciwdziałania adekwatne środki i nie powodować  wzmacniania tego z czym się zmagamy i umacniania niewłaściwej percepcji zjawiska.

Robię rachunek sumienia w sprawie hejtu, bo i ja sam te błędy często popełniam! 

1.Paradoksalnie poświęcamy hejtowi przesadnie dużo czasu i uwagi. Hejt jest de facto, statystycznie, zjawiskiem marginalnym. Jest postepowaniem mniejszości – próbującej terroryzować i zatruwać większość i tak powinien być traktowany. Nie twierdzę, że nie ma problemu. Jest – ale jego tabloidyzacja, klimat sensacji i twierdzenia o wszechobecności i wpływie, nie służą racjonalnej ocenie i znajdowaniu właściwego dlań miejsca, które jest na marginesie. Musimy stale czynić starania, żeby od-mistyfikowywać to zjawisko. Nazwać, zdefiniować i znaleźć dla niego stosowną, marginalną przestrzeń – raczej w kącie. Mamy poważniejsze problemy jako społeczeństwo. Tego dżina trzeba zamknąć w butelce i zwyczajnie odesłać do piwnicy.

2. Nie dość często odpowiadamy sobie na pytanie: Kto hejtuje? Kiedy rozmawiam ze znajomymi w różnych środowiskach niezmiennie towarzyszy nam refleksja, że nigdy nie wpadlibyśmy na pomysł spontanicznego zhejtowania, kogoś czy czegoś i że zwyczajnie, nie mamy w swoim otoczeniu osób, które zajmują się takim hejtowaniem. Proponuję  proste ćwiczenie – sprawdźmy wokół siebie (wśród znajomych – np. na Facebooku) ilu mamy notorycznych hejterów?  Gdzie zatem są ci hejterzy i ilu ich jest? Skąd się biorą i kim są?   Badania jednoznacznie wskazują  profil sfrustrowanego, niewykształconego życiowego nieudacznika wylewającego żale do świata w anonimowej formie lub niedojrzałego pozera dla którego hejt bywa równie cool jak jak dopalacze i ‘cinnamon challenge’.

Tomek Tomczyk aka Jason Hunt aka Kominek przeprowadził kiedyś takie ‘badanie’ swoich hejterów – osób mocno negatywnie komentujących wpisy. Wyszło mu, że to grupa na różny sposób biednych (mentalnie) i pokrzywdzonych przez życie ludzi, którzy zdecydowanie nie są publicznością, na której mu zależy, i której bardziej należy żałować niż się jej bać, czy przypisywać jakąkolwiek siłę sprawczą.

3. Nobilitujemy swoją uwagą hejt i hejterów. Często „doktoryzujemy się” nad hejtem, prowadząc poważne debaty i przypisując mu większą siłę sprawczą, niż faktyczna. Hejt jawi się wskutek tego jak jakieś planowe działania Lorda Vadera i ‘ciemnej strony mocy’ a hejterzy, w wyniku zainteresowania, zaczynają postrzegać siebie jak mitycznych rycerzy zła – jeźdźców apokalipsy prawie.

„Walka z hejtem” na poważnie, paradoksalnie rekrutuje mu kolejnych zwolenników. A to przecież zajęcie sfrustrowanych nieudaczników, bez lepszych pomysłów na spędzanie czasu. Ludzie zaczynają się bać, a powinni mieć przed oczami obraz takich właśnie frustratów, w krótkich spodenkach, ze smarkami u nosa, który jest zdecydowanie bardziej adekwatny.

4. Uznajemy, że to co widzimy, serwowane przez hejterów – szczególnie w sieci – oddaje faktyczne nastroje społeczne. Zdanie malkontentów, niezadowolonych, pieniaczy było zawsze i jest dziś bardziej słyszalne. Mamy naturalną skłonność łatwiejszego zauważania, komentowania negatywnej strony rzeczywistości. Prędzej powiemy znajomym o jednym złym posiłku w knajpie niż o dziesięciu dobrych. Prędzej bedziemy ganić i narzekać, niż chwalić i cieszyć się. Hejt wydziera się głośno. Szarpie emocjonalne struny.  Jest bardziej widoczny. I wskutek tej jego hałaśliwości, nasza percepcja jest skrzywiona. Przykład uchodźców: wg badania CBOS w czerwcu  ¾ Polaków było za przyjmowaniem i pomaganiem uchodźcom a 15 % przeciwko, we wrześniu odpowiednio 56% do 38%. Z sieci wyziera obraz co najmniej o 180 stopni odwrotny.

5. Uznajemy zorganizowane akcje dezinformacji czy nagonki  za ‘fale spontanicznego hejtu’ Mieliśmy przykłady  podczas  agresji Rosji na Ukrainę – zalewające sieć komentarze prorosyjskie były tu typową akcją propagandową wynajętych farm trolli. Nagonki na Maddinkę czy Filipa Chajzera, to też tymczasowe sprzysiężenia frustratów – grupek obłąkańców czerpiących przyjemność z naśladowania sępów i hien,  gromadzących się na takim czy innym forum. Czy partie polityczne w ramach kampanii sięgają do zorganizowanych działań hejterskich i stosują brudne tricki? Za chwilę wybory i ruszy kolejna fala harców w internecie. Spontanicznych i oddolnych? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że Barack Obama wygrywał swoje dwie elekcje, w sporej części,  umiejętnie korzystając z siły internetu i docierając do głosów internautów. Czy w takich zmaganiach są stosowane tylko czyste, pozytywne przekazy? Czy nie ma inspiracji do różnych „krzywych akcji? Myślę, że wątpię .

6. Za bardzo koncentrujemy się na skutkach hejtu – ofiarach, negatywnych emocjach, nagłaśnianych przez media tragediach – a za mało na wyjaśnianiu samego zjawiska, informowaniu kto, dlaczego i jak zajmuje się hejtem. Oczywiście, że są dramatyczne historie, obrzydliwe teksty i prowokacje, ‘gówno-burze’  przetaczające się nad głowami bogu ducha winnych ludzi i zdrowo myślący człowiek jest tym zwyczajnie zniesmaczony, czy wręcz zdruzgotany. Jednak zawsze obok wyrazów oburzenia na hejterów, empatii wobec ofiar, powinny pojawiać się informacje o tym jaka jest charakterystyka psychologiczna hejterów,  jak się zachowywać wobec hejtu, gdzie można szukać pomocy.

7. Za dużo mówimy o zwalczaniu hejtu – wojna to niepraktyczna postawa umysłowa:

„W pewnych przypadkach może zachodzić potrzeba obrony siebie lub innej osoby, aby ktoś nas nie skrzywdził, lecz pilnuj żeby z tego nie uczynić swojej misji „walki ze złem” gdyż istnieje prawdopodobieństwo iż staniesz się taki jak to z czym walczysz. (…)

Wojna to postawa myślowa i wszelkie wynikające z niej działania albo wzmocnią wroga postrzeganego jako zło, albo, jeśli wojnę się wygra, stworzą nowego wroga, nowe zło, równe temu z którym się walczyło albo jeszcze gorsze.”

Eckhart Tolle

Zobacz tekst: „Wojna to niepraktyczna postawa umysłowa”

Hejtu nie należy zwalczać – bo zwyczajnie zwalczyć się go do końca nie da. Należy wyjaśniać czym jest i jak go otamować. Uczyć radzenia sobie z nim i bycia ponad nim. Pokazywać jego źródła, promować tezę o jego byciu dèmodè. Trzeba robić z niego noszenie skarpetek do sandałów czy puszczanie bąków w towarzystwie a nie bycie internetowym mrocznym zabójcą ninja, czy złym transformersem.  Powstrzymywać hejt, to przede wszystkim edukować o hejcie, obdzierać go z nimbu tajemniczości, ośmieszać go a nie zwalczać wprost!

8. Nie znajdujmy rozsądnego, adekwatnego sposobu na hejt – zjawisko bazujące na emocjach.

Zmagamy się z nim skrajnie emocjonalnie – wdając się w utarczki z hejterami i tym samym nadając na fali zadanej i oczekiwanej przez nich. Skutek jak w memie krążącym w sieci, w którym zmieniając słowo ‘idiota’ na ‘hejter’ uzyskamy następujący tekst:  „Kłótnia z hejterem jest jak gra w szachy z gołębiem. Nieważne jak dobrze grasz, gołąb i tak przewróci wszystkie figury, nasra na szachownicę i będzie dumny z wygranej.”

Drugą skrajnością jest  podejście strasznie poważne – czytaj: nudne. Ironia, sarkazm, humor czy mówiąc językiem młodzieżowym „beka i szydy” z hejtu jako ulubionego zajęcia nieudaczników i życiowych rozbitków, są najlepszym, obok ignorowania go, sposobem odnoszenia się do hejtu  w zorganizowanej formie. Pamiętam przekazywany z pokolenia na pokolenie wśród kobiet sposób radzenia sobie z ekshibicjonistami obnażającymi się w parku: Wyśmiać to co pokazują! Atmosfera momentalnie „opada”. Mechanizm jest ten sam. Internet to wie. Wpiszcie w Google ‘hejter’ i przełączcie na wyszukiwanie graficzne – 80% grafik to szydy z hejterów.

9. Uznajemy za hejt typowe odruchy stadne i histeryczne zachowania tłumu, a takie rządzą obecnie choćby tematem uchodźców a za chwilę będą się odnosiły do wyborów.  Gustaw Le Bon w klasycznym dziele „Psychologia tłumu” pisze o tłumie (w tym wypadku wyborców) tak:

„(…) cechują go zatem (…): zanik zdolności rozumowania, brak krytycyzmu, drażliwość, łatwowierność i prostota uczuć. Ulega on przemówieniom swych przywódców, którzy ciągle jedno i to samo powtarzają, stawiają nie udowodnione twierdzenia, otaczają się prestiżem i liczą na działanie zaraźliwe.” i „(…) ten kto ujmie swój program w mgliste formuły, gdzie będzie wszystko i nic, ma zapewnione powodzenie.”

10. Krytykę, dyskusję, polemikę, satyrę – akceptowalne formy ścierania się idei wrzucamy do jednego worka z hejtem. Ostatnio ciągle wyjaśniam, że krytyk dyskutant to nie hejter i nie wolno nam stosować tych pojęć zamienne co zdarza się nagminnie. Krytyka, dyskusja, polemika  mieszczą się w prawie do swobodnej wypowiedzi. Zjawisko hejtu nie może być nawozem do rozwoju spaczonej poprawności politycznej, która jest nowomową współczesności.

Komplikujemy niepotrzebnie sposoby odnoszenia się do hejtu. Najlepsze są najprostsze: nie reagować, kasować, usuwać, obśmiewać. Kwitować zamykającymi dalszą dyskusję stwierdzeniami typu: „Nie chcę o tym rozmawiać”, „Nie chce mi się z tobą / wami gadać”, „Nie mój poziom rozmowy”, „Hate off!”

Odwiedź profil #HATEOFF na FB: www.facebook.com/hateoff.org

 


Drogi Czytelniku – mam do Ciebie prośbę. Jeśli dotarłeś do tego miejsca to zainteresował Cię ten tekst. Daj szansę na kontakt z nim także innym. Udostepnij go Twoim znajomym! Dziękuję Ci w swoim i ich imieniu!
Możesz użyć linku
http://jarekguc.pl/2015/09/25/10-bledow-ktore-popelniamy-w-sprawie-hejtu/
lub poniższych ikon.

 

 

Jarek Guc

 
Subskrybuj
Posty na maila
Join millions of other followers
Powered By WPFruits.com