Dlaczego powinieneś zostać w swojej strefie komfortu?

Wszyscy wokół powtarzają jak mantrę „Porzuć swoją strefę komfortu!”, „Wyjdź ze swojej strefy komfortu!”, „Opuść swoją strefę komfortu!” twierdząc, że to niezbędny warunek rozwoju, cena którą trzeba zapłacić za wykonywanie kroków we właściwą stronę. Serio!?  Naprawdę?!

Mili Państwo – zostawcie proszę w spokoju moją strefę komfortu! Nie zamierzam się z niej ruszać! Będę ją pielęgnował i rozwijał i na tym zamierzam się skoncentrować! Będę miał najfantastyczniejszą strefę komfortu na jaką mnie będzie stać i wara od niej komukolwiek, kto będzie ją chciał naruszyć.

Czy tylko wrodzona przekora skłania mnie do przeciwstawienia się temu ciśnieniu na porzucanie komfortu, wyścigowi w gremialnym wychodzeniu ze strefy komfortu? Zobaczmy!

***

Znacie pewnie tę opowieść o doradcy, która pojawia się w przeróżnych wersjach w internecie:

Znany amerykański doradca inwestycyjny siedział na przybrzeżnej skałce w małej meksykańskiej wiosce, gdy do brzegu przybiła skromna łódka z rybakiem. W łódce leżało kilka wielkich tuńczyków. Amerykanin, podziwiając ryby, spytał Meksykanina: – Jak długo je łowiłeś?

– Tylko kilka chwil. – Dlaczego nie łowiłeś dłużej – złapałbyś więcej ryb? – Te, które mam całkiem wystarczą na potrzeby mojej rodziny. Amerykanin pytał dalej: – Na co więc poświęcasz resztę czasu? – Śpię długo, trochę połowię, pobawię się z dziećmi, spędzę sjestę z moją żoną, wieczorem wyskoczę do wioski, gdzie siorbię wino i gram na gitarze z moimi amigos – pędzę wypełnione zajęciami i szczęśliwe życie. Amerykanin zaśmiał się ironicznie i rzekł: – Jestem absolwentem Harvardu i mogę ci pomóc. Powinieneś spędzać więcej czasu na łowieniu, wtedy będziesz mógł kupić większą łódź, dzięki niej będziesz łowił więcej i będziesz mógł kupić kilka łodzi. W końcu dorobisz się całej flotylli. Zamiast sprzedawać ryby za bezcen hurtownikowi, będziesz mógł je dostarczać bezpośrednio do sklepów, potem założysz własną sieć sklepów. Będziesz kontrolował połowy, przetwórstwo i dystrybucję. Będziesz mógł opuścić tę małą wioskę i przeprowadzić się do Mexico City, później Los Angeles, a nawet do Nowego Jorku, skąd będziesz zarządzał swoim wciąż rosnącym biznesem. Meksykański rybak przerwał: – Jak długo to wszystko będzie trwało? – 15, może 20 lat. – I co wtedy? Amerykanin uśmiechnął się i stwierdził: – Wtedy stanie się to, co najprzyjemniejsze. W odpowiednim momencie będziesz mógł sprzedać swoją firmę na giełdzie i stać się strasznie bogatym, zarobisz wiele milionów. – Milionów? I co dalej? – Wtedy będziesz mógł iść na emeryturę, przeprowadzić się do małej wioski na meksykańskim wybrzeżu, spać długo, trochę łowić, bawić się z dziećmi, spędzać sjestę ze swoją żoną, wieczorem wyskoczyć do wioski, gdzie będziesz siorbał wino i grał na gitarze ze swoimi amigos.

(http://qualitylife.pl/quality-life/czytelnia/inspiracje/meksykanski-rybak/)

 

Opowieść powyższa, zapewne czujecie to intuicyjnie,  rzuca nieco światła na problem. Spójrzmy jednak z paru perspektyw jakie są błędy „wszyte” w powszechne nawoływania do porzucenia strefy komfortu: 

(I) 

Po pierwsze – perspektywa semantyczna. Po ludzku: słowa i frazy jakich używasz i ich znaczenie. Jeśli nie będziesz precyzyjny w tym co mówisz – do innych, a przede wszystkim do samego siebie – to wszystko ci się pomiesza i pokiełbasi. Rzeczywistość opisujemy słowami. Dialogujemy sami ze sobą nieustannie w naszym życiu wewnętrznym. Warto być bardzo uważnym w tych rozmowach, na poziomie używanych słów i stwierdzeń.

Zatem: Masz wyjść ze strefy komfortu, pozornego komfortu czy dyskomfortu? Porzucić coś wartościowego, pozornie wartościowego czy bezwartościowego?  Co  właściwie masz za sobą zostawić? (Zostawmy chwilowo dużo ważniejszą odpowiedź: Po co?)

Weź na przykład twój związek, życie rodzinne, grupę przyjaciół. Nazwałbyś je swoją strefą komfortu? Jeśli jest to bezpieczna przystań, miejsce gdzie możesz pozytywnie odreagować trudy codzienności, to po co miałbyś ten komfort porzucać?

Co jest warte ceny porzucenia takiego komfortu? Rozwój? A po co się rozwijasz? Czy nie po to, żeby między innymi twoim bliskim było z tobą lepiej? (Cóż, narzuca się tu jednak ewidentnie to pytanie: Po co?)

Czy jeśli miejsce w którym pracujesz nie pozwala ci się rozwijać – w jakimkolwiek sensie – to masz w nim strefę komfortu? No chyba nie. Raczej jest to pozorny komfort albo po prostu dyskomfort. To co to za dramatyczne „opuszczanie” czy „porzucanie” go i po co mówić o lęku przy opuszczaniu dyskomfortu? No chyba, że się tak przywiązałeś do opresji w której jesteś, że masz Syndrom Sztokholmski?

Jeśli to czego doświadczasz jest rodzajem niepewnej, nieciekawej przyszłości ( na przykład przez kiepską pracę, spiralę długów, zły związek, lenistwo) lub zagrożenia (na przykład zdrowia przez otyłość, jakąś formę uzależnienia, chorobę) to jaki to komfort? Toż to jawny ewidentny, bijący po oczach dyskomfort.

Co to za poświęcenie i jaki niezwykły heroizm w porzucaniu tego dyskomfortu? O ile bardziej naturalny, logiczny, nienacechowany dziwnym zmaganiem się z samym sobą, jest ruch w stronę oczywistej, koniecznej zmiany kiedy mówisz o dyskomforcie.

Po co te rozróżnienia? Bo to ważne czy mówisz do siebie: „Będę męczennikiem porzucającym swoją strefę komfortu. Będzie strasznie ciężko ale dam radę” czy raczej „To dyskomfort. Porzucenie go jest oczywistym logicznym działaniem które należy podjąć. Nie ma się co zastanawiać.” albo „To pozorny komfort. Jestem w tej sytuacji jak żaba w garnku z wodą w którym wolno podnosi się temperatura. Jak się nie ruszę, to ugotuję się na miękko albo na twardo, na wolnym ogniu”

W nazywaniu tego co ma się wydarzyć ”porzucaniem strefy komfortu” jest na poziomie słów jakiś element straty, poświęcenia, który miesza w zrozumieniu tego procesu.

Czy nie jest łatwiej wykonać ruch mówiąc sobie, że wychodzisz z dyskomfortu? Przecież tak właśnie jest i o to tu właśnie chodzi!

Jeszcze odrobinę o komforcie, którego nie należy porzucać:

Ja się pytam: Gdzie docenienie tego co masz? Gdzie postawa wdzięczności?  Gadanie o konieczności „wychodzenia ze strefy komfortu” to często sztuczne wpuszczanie się we frustrację, w wyścig szczurów lub w marketing serwowany nam przez różnorakich domokrążnych  sprzedawców! To tkwienie w paradygmacie: Nie mam nic do zaoferowania, mało jestem wart… ale jak się rozwinę i podrosnę to wam dopiero pokażę!

Kończąc wątek semantyki:

Zrozum co jest twoją prawdziwą autentyczną strefą komfortu, bezpieczną przystanią, fundamentem dobrostanu, nazywaj po imieniu i pielęgnuj to. Pielęgnuj swoją strefę komfortu. Szukaj sensu!! Twórz swoją strefę komfortu. Doceniaj. Bądź za nią wdzięczny. To twój matecznik z którego możesz iść zdobywać świat. Już dziś masz wiele do zaoferowania. Pielęgnuj to co wartościowe i dodaj do tego jakąś rozsądną porcję przemyślanej zmiany i rozwoju.

Nazwij to co jest dyskomfortem po imieniu  i wychodź ze strefy dyskomfortu najszybciej i najsensowniej jak się da.

Wychodzisz z dyskomfortu. Idziesz w stronę komfortu. Taka droga ma sens.

(II)

I tu, przez słowo sensownie, dochodzimy do drugiej perspektywy, którą nazwałbym analizą ryzyk.

Uważaj, żebyś wychodząc ze strefy dyskomfortu nie namieszał w tym co ustaliliśmy jest cenne, wartościowe i jakościowe i stanowi twoją strefę komfortu czy w bieżącej chwili, nawet słabo ale jednak, wspiera ją.

Nie wychodź ze strefy dyskomfortu, za cenę komfortu który masz. Co najmniej uważaj na to żeby fundamentalnie nie zachwiać tym komfortem. Jeśli musisz, wystawiaj na ryzyko, bardzo uważnie tylko jego część. Wychodź ze swojej strefy dyskomfortu, ograniczając ryzykowanie komfortem. Nie stawiaj wszystkiego na jedną kartę. No chyba, że nie masz nikogo przy sobie, właśnie wyszedłeś z więzienia a ostatnie 3 zeta zainwestowane w kupon Lotto nie przyniosło niestety wygranej. Taka sytuacja, to może dobry punkt startu do próby realizacji hollywoodzkiego scenariusza „od zera do milionera” i postawienia wszystkiego na jedną kartę. Dużo się nie ryzykuje, można się i brzytwy chwytać.

W pozostałych wypadkach wyobraź sobie siebie jako inwestora giełdowego, który ma swój poziom względnego komfortu wskutek inwestycji które poczynił. Jasne, że mogłoby być lepiej. Komfort mógłby być większy i skala dochodów bardziej imponująca. Należałoby podjąć ryzyko i zainwestować.

Jednak należy odróżnić inwestowanie od hazardu. Podstawowym obowiązkiem twoim, jako inwestora, jest chronienie tego co masz cennego – kapitału – tu: twojego komfortu, który daje ci trampolinę w stronę rozwoju i stanowi bezpieczną przystań, na ewentualność niepowodzenia.

Halo! Uwaga! Tak – mogą się zdarzyć niepowodzenia. Wręcz są na to spore szanse. Are you ready? Jakoś niewielu namawiających do porzucania „strefy komfortu” o tym mówi. Cóż, to nie oni będą płacić za ciebie tę cenę.

I nie pomoże wykrzykiwanie „Jesteś zwycięzcą!”

Przemyślenie, kalkulacja, ustawienie na pewnym poziomie „stop loss” – więcej o tym czego można się nauczyć od mądrych inwestorów przeczytasz w moim tekście

Nie kończ!

Nasz rybak z opowieści o doradcy, też pewnie mógłby zadbać o lepsze dochody, większe „bezpieczeństwo finansowe” swoje i rodziny, pewną poprawę sytuacji, niekoniecznie jednak porzucając życie, które prowadzi,  na 20 lat.

Cele życiowe, pasje, marzenia – fantastycznie, realizuj je, byle mądrze. Lubię mawiać: „Myśl i rób co chcesz – ważna kolejność!”

Wszyscy się zachwycamy tymi przypadkami, kiedy postawienie na jedną kartę dało wygraną.

Po pierwsze – widzimy rezultat a nie proces, który do niego doprowadził.

Po drugie – cudów nie ma – takie rzeczy udają się tym, którzy są przygotowani.

Po trzecie – statystyka przemawia przeciw takiemu podejściu. Spektakularne, niespodziewane zwycięstwa ze stawiania na jedną kartę nie są regułą. Stanowią ułamek procenta – 99% z ogonkiem, to niestety porażki albo w najlepszym przypadku „wyjście na zero”.

Po czwarte – jeśli komuś, nieprzygotowanemu przez lata pracy na taki fakt, już trafi się jak ślepej kurze ziarno – wygrana milionów w Lotto, statuetka Oscara za pierwszą zagraną w życiu rolę, źródło ropy naftowej w przydomowym ogródku – to będzie miał z tym więcej problemów niż komfortu (90%  lotto-milionerów ma po paru latach większe problemy finansowe niż przed wygraną, niezasłużona sława odbija się dramatyczną czkawką w życiu osobistym itd.)

Chcesz zrobić z hobby, pasji  pracę? OK, uwzględnij jednak choć podstawowe parametry takiego działania. Musi się tu spotkać twoja pasja, zapotrzebowanie innych na jej rezultaty czy produkty i atrakcyjna wycena rynkowa tego co oferujesz, która pozwoli ci z tego żyć.

Chcesz pogłębić temat, spójrz do tekstu:

Dlaczego warto pomyśleć zanim zrobi się z pasji pracę?

 

Odpalasz startup? Zostajesz drugą Chodakowską? Zmieniasz swoje życie jadąc pracować jako wolontariusz w Bangladeszu? Masz prawo. Uważasz, że to jest owo mityczne „wyjście ze strefy komfortu”. Super!

Jednak podstawowe pytanie, na które powinieneś sobie zadać to nie pytanie „Ile na tym zyskam?” (czy w sensie materialnym czy duchowym). Pewnie coś zyskasz: Albo wygrywamy albo się uczymy…

Nie nad tym jednak powinieneś się zastanawiać. Podstawowe pytanie brzmi: „Ile jestem gotów za to zapłacić?” (finansowo i metaforycznie)

Bądź odpowiedzialny za swoją drogę i swoje decyzje. Muszą być twoje! Ty bierzesz za nie odpowiedzialność!

(III)

I tu dochodzimy do trzeciego, ostatniego z wymiarów do analizy – odpowiedzi, czy autentycznie realizujesz siebie czy też, ktoś cię w to nieszczęsne „wychodzenie ze strefy komfortu” wpycha?

Spójrz, choćby w internecie gdzie najczęściej, pojawiają się te słowa. To „fraza wytrych” w miejscach gdzie zaraz po stwierdzeniach o „wychodzeniu ze strefy komfortu” pojawia się oferta: szkolenia, książki, eventu, metody, technologii, gadżetów, które fantastycznie pomogą ci w tym wychodzeniu.

Wielu odmienia na wszelkie sposoby frazę o „strefie komfortu” nie po to, żeby o ciebie zadbać, skłonić cię do mądrej refleksji ale po to, żeby po prostu „opylić” swój produkt.

No to jak?

„(…) boisz się zmiany? Nie chcesz wyjść, ze swojej strefy komfortu? Jesteś społecznie uwarunkowany? Nie zależy Ci na Twojej przyszłości?(…)” a „(…) wątpliwości Twoich bliskich to przejawy zazdrości, niechęci czy pragnienia zatrzymania Cię w Twoim rozwoju.”

(Artur Król „Rozbój osobisty”)

 

Jaki jest sens tego co chcesz zrobić?  Po co to robisz? Jaka jest twoja motywacja (motywacja to: motivum /łac./ powód rozstrzygający, przyczyna + akcja =działanie)?

Pytając górnolotnie: Ile przez to działanie przyniesiesz światu, dasz innym: najbliższym, społeczności, ludzkości?

Czy oczekiwane efekty mierzysz czasem, ilością czy jakością tego co chcesz dokonać?

(Podpowiem: Jeśli szukasz dogłębnej zmiany, patrz optyką jakości a nie ilości=dużo i czasu=szybko)

Czy to twoje wewnętrzne przekonanie, realizacja jakiegoś przemyślanego głębszego sensu, czy też reakcja typu „każdy wychodzi z jakiejś strefy komfortu to ja też chyba powinienem, co nie?”?

Realizujesz swoją wizję, swoje głębokie wewnętrzne przekonanie czy robisz sobie operację plastyczną na mózgu, żeby być jak wszyscy inni, tacy sami, idealnie zunifikowani po takich samych operacjach plastycznych?

No bo to takie nienaturalne być w komforcie, być zadowolonym z siebie i ze swojego życia, być szczęśliwym i cieszyć się z tego co się ma!

Muszę… jest presja… wszyscy wokół… trzeba walczyć i zdobywać!

Wszyscy mówią o lęku przed opuszczeniem „strefy komfortu” a tu paradoksalnie może się okazać, że trawi nas strach… przed pozostaniem w niej, z racji dominującego społecznego trendu „porzucania strefy komfortu” będącego powtarzanym w papuzim stylu „robieniem wody z mózgu”.

Reasumując:

  • Wiedz co jest twoim komfortem a co dyskomfortem i rozmawiaj sam ze sobą o tym w zrozumiały sposób – słowa są bardzo ważne. Pielęgnuj i rozwijaj strefę komfortu. Wychodź ze strefy dyskomfortu.
  • Zachowuj się jak mądry inwestor – analizuj ryzyka ,wybieraj dobre inwestycje i nie uprawiaj hazardu wychodząc z dyskomfortu za cenę utraty komfortu. Ochrona kapitału (finansowego, relacyjnego, mentalnego) jest twoim podstawowym zadaniem. Zadawaj sobie przede wszystkim pytanie: Ile będę musiał za to zapłacić?
  • Oceniaj to co zamierzasz zrobić z perspektywy głębszego sensu, jakości, potencjału ofiarowania czegoś wartościowego najbliższym, społeczności, światu. Nie daj się złapać na proste sztuczki tych dla których hasło „porzucanie strefy komfortu” jest wstępem do sprzedaży ich wizji, ich celów i ich produktów a nie pomocy w twoim rozwoju, twojej drodze i którzy zaczynają rozmowę od podkopywania twojego poczucia własnej wartości.

 

Drogi Czytelniku – mam do Ciebie prośbę. Jeśli dotarłeś do tego miejsca to zainteresował Cię ten tekst. Daj szansę na kontakt z nim także innym. Udostępnij go Twoim znajomym! Dziękuję Ci w swoim i ich imieniu! Możesz użyć linku   http://jarekguc.pl/2016/02/09/1160/
lub poniższych ikon.

 

Jarek Guc

 
Subskrybuj
Posty na maila
Join millions of other followers
Powered By WPFruits.com