Cześć / Namaste

ROZMOWA:
Wiele osób się do niej odwołuje, wielu ją wspomina, wielu komentuje. Warto przypomnieć fakt jej istnienia, tym bardziej, że została już obejrzana 70 tysięcy razy:
Rok temu odezwała się do mnie Magda Mołek – ot tak, po zobaczeniu moich materiałów na Instagramie – i zaproponowała rozmowę w swoim wywiadowo-podcastowym cyklu W MOIM STYLU.
Przez rok coś nam ciągle przeszkadzało, żeby zgrać terminy i porozmawiać. Jednak kiedy się to w końcu udało okazało się, że to rozmowa która fantastycznie wpływa na jej Odbiorców. Mówią o niej, w komentarzach między innymi tak:

Przedstawiam Wam zapis tekstowy fragmentu tej rozmowy, zachęcając do wysłuchania całości, którą znajdziecie tu https://youtu.be/bg9gXf7W828?si=yaDfYqDck__n0066
Magda Mołek: Ale to jest tak, że my mamy trochę wbrew sobie zadziałać z tym odnajdowaniem tego spokoju w sobie? Bo wiesz, autopilot w naszym zachowaniu jest standardem. Żyjemy w obowiązkach, w zobowiązaniach, w lęku. Wiadomości na całym świecie, we wszystkich serwisach informacyjnych zawsze zaczynają się od czegoś najgorszego. Nie mówi się o dobru, o dobrych ludziach, o dobrych zmianach, jeśli już to na końcu w charakterze ciekawostki, na końcu tych serwisów informacyjnych. A co do zasady, zalewani jesteśmy strachem, tragedią, wojną, nieznaną przyszłością, niepewnością, brakiem zdrowia, brakiem pieniędzy. Tego jest tyle, że no trudno przed tym uciec. Można uciec tylko do siebie. No i teraz wracamy do siebie, a tam co? No właśnie.
Jarek Guc: To dobry pomysł, żeby wrócić do siebie. To rzeczywiście jest tak, jak mówisz, ktoś złośliwie rozwinął skrót CNN jako „constant negative news”, nieustanny strumień negatywnych wiadomości. To jest rzeczywiście tak, że duże media, tak zwane przekaziory, żywią się tymi negatywnymi wiadomościami, bo to jest coś, co ogromnie skupia naszą uwagę. I to jest takie nasze odzwierzęce uwarunkowanie. Kiedy jakieś tam tysiące lat temu, czyhały na nas najprzeróżniejsze niebezpieczeństwa, jak wychodziliśmy z jaskini albo wędrowaliśmy gdzieś przez sawannę czy inną puszczę, dżunglę, to ogromnie skupialiśmy się na tych negatywnych sygnałach napływających z zewnątrz, bo to skupienie na tych negatywnych sygnałach stanowiło o tym, czy przeżyjemy, czy nie przeżyjemy. Czasy się zmieniły, a mechanizm pozostał ten sam, tylko że w tej chwili to nasze skupienie na negatywach odbywa się bardziej w naszej wyobraźni, naszych myślach, naszej interpretacji rzeczywistości. aniżeli jest faktem takim, który występuje na zewnątrz.
W sporej części przypadków nie zdarzają się faktyczne niebezpieczeństwa, które nam grożą. To jest bardzo istotna perspektywa, żeby to zrozumieć, To, w jaki sposób widzimy świat, to jest nasza interpretacja. Ona zależy oczywiście od wielu różnych rzeczy. Ona zależy od choćby tego nastroju, w którym jesteśmy, od tego, którą nogą wstaliśmy z łóżka i czy rzeczywiście poświęciliśmy 10 minut na wypicie wody w spokoju, czy od razu rzuciliśmy się do scrollowania social mediów, czy jakichś innych rzeczy, do których świat nas namawia. Więc… To takie zadbanie o siebie, to mikrodozowanie uważności, o którym mówiliśmy, te momenty świadomego poszukiwania spokoju są trochę jak dawki leku, który sobie podajemy, aktóry pozwala nam interpretować tę rzeczywistość dużo łagodniej, dużo spokojniej, dużo bliżej tego, jaka jest nasza natura.
Kończąc wątek tych negatywnych sygnałów, one mają, jak ktoś mądry zbadał, ogromną siłę oddziaływania, bo okazuje się, że są tak intensywnie przez nas odbierane, że na jeden sygnał negatywny, który płynie z otoczenia, musimy mieć pięć sygnałów pozytywnych, żeby to zrównoważyć. Czyli na jedną trudną wiadomość, na jedną dziwną wiadomość, jeden negatywny sygnał, potrzebujemy czterech, pięciu, żeby dojść do stanu równowagi, a jeszcze więcej, żeby pójść w stronę dobrostanu. Jak zrobimy sobie rachunek sumienia i popatrzymy się z jednej strony na to, czym się karmimy, a z drugiej strony, czym również jesteśmy karmieni, to ta proporcja jest absolutnie zaburzona. I to jest coś, czego doświadczamy. Więc cóż… to kwestia mojego wyboru, czy sięgam po telefon, czy włączam wiadomości i tak dalej i tak dalej
MM: A czy umiejętność tego wchodzenia w siebie, tego – będę mówiła swoim językiem – wyciszania się, szukania równowagi, lubię w ogóle bardzo słowo dobrostan. Dla mnie w dobrostanie zawiera się naprawdę po prostu jest jak trzypiętrowy tort weselny i w którym jest wszystko w takiej w takim ułożeniu adekwatnym, jak pasujące do siebie puzzle, że w tym organizmie jest przepływ energii, wszystko jest w spokoju, ale w zrozumieniu, ale też w działaniu, że to nie o to chodzi, żeby siedzieć w pozycji lotosu i głęboko oddychać, bo po prostu to są te mikro momenty, a potem i tak trzeba wstać i stawiać się do życia. Ale chciałam zapytać o tę umiejętność. Kto ma większy dostęp do siebie, do swojego wnętrza? Czy to jest jakoś zmierzone, zbadane? Czy naukowcy się wypowiedzieli na ten temat? Wiemy coś o tym? Czy nie wiem, czy wrażliwcy są bliżsi czy też dalsi właśnie odczuwania spokoju na przykład?
JG: Myślę, że warto tutaj spojrzeć na początki nauk, które mają psycho na początku, czyli psychologia, psychiatria i mamy kilku takich ojców patrzenia na tę dziedzinę, na ten element naszej rzeczywistości, wszyscy wymienią Freuda, wszyscy wymienią Junga. Niewielu będzie pamiętało o takim człowieku, który nazywał się William James, a był mniej więcej w tym samym okresie, co pozostali obaj panowie. I on mówił wówczas o rzeczy bardzo ważnej, że w naukach psychologicznych brakuje czegoś, co mamy w naukach przyrodniczych, choćby w fizyce, zrozumienia, jakie zasady rządzą naszym doświadczaniem życia, właśnie tą naszą psychologią. Bo to jest zadanie każdego z nas, żeby stworzyć pewną własną osobistą psychologię, własne osobiste zrozumienie życia. I on nie był w stanie sformułować tych zasad, ale powiedział, że ich nam bardzo brakuje. Jak popatrzy się na ilość szkół psychologicznych, kilkaset, ilość szkół terapeutycznych, których jest kilka razu kilkaset co najmniej, to jesteśmy jako gatunek, jako ludzie w ciągłym poszukiwaniu odpowiedzi na to, jak my de facto funkcjonujemy, gdzie są te przyciski, na co zwrócić uwagę.
Ale mówię o zasadach, dlatego że to jest istotą zasad, że one są czymś bardzo ważnym. generalnym, bardzo nadrzędnym. Jeśli znamy zasady, to jesteśmy w stanie wypracowywać metody, jesteśmy w stanie wypracowywać techniki, jesteśmy w stanie odnajdywać się w najprzeróżniejszych sytuacjach w sposób bardzo uniwersalny. Jeśli zrozumiemy te zasady w odniesieniu do samego siebie, to jesteśmy w stanie zastosować te zasady również w odniesieniu do innych i w rozumieniu innych.
MM: A jak nie ma zasad?
JG: Ja jestem zdania, że są i staram się o tym opowiadać. Jeden z takich elementów, który warto rozważyć, który mi przynajmniej momentalnie zdjął jakąś część życiowego ciężaru z pleców w momencie, kiedy go najpierw przyjąłem intelektualnie, a potem doświadczyłem w praktyce, to jest zrozumienie tego, że gdzieś w naszym świecie jest ta tajemnicza siła, którą nazywamy na różne sposoby.
Ktoś religijny nazwie ją Panem Bogiem, ktoś inny nazwie to inteligencją życia, ktoś inny nazwie to jakimiś terminami naukowymi, ale jest rzeczywiście coś, co powoduje, że planety krążą wokół Słońca, że kiedy utniemy się w palec, to on ostatecznie się zagoi, że nasze serce bije i nie jesteśmy w stanie siłą woli zatrzymać jego działania, że oddychamy i dzieje się mnóstwo fantastycznych rzeczy, które przyjmujemy jako coś naturalnego, ale kiedy spojrzymy na nie świadomie, to nagle okazuje się, że to jest coś fantastycznego, cudownego, niezrozumiałego dla nas.
I kiedy przyjmiemy, że taka siła rzeczywiście działa i ona ma jakiś udział w tym, co się dzieje w naszym życiu, to możemy – i tutaj wchodzę w pewną metaforę – zrozumieć, że jesteśmy w takiej sytuacji jak windsurfer, który jeśli chce sobie popływać na tych pięknych falach gdzieś tam w Australii albo w innej Ameryce, to oczywiście musi popatrzeć na prognozę pogody, czy będzie wiało, musi wrzucić do bagażnika swojego samochodu deskę, pojechać na plażę, założyć piankę, wypłynąć w morze, ale nie może zrobić jednej rzeczy. nie może spowodować, żeby w tym konkretnym momencie zawiało i żeby ta fala była tak fantastyczna i ogromna, żeby on z radością na nią wskoczył i płynął. I mówię o tym dlatego, że jeśli zrozumiemy, że gdzieś jest jakaś część naszego istnienia, które jest działaniem, które mamy wykonać, jest naszym zadaniem, to oczywiście róbmy to, zajmujmy się tym, róbmy to najlepiej, jak potrafimy, ale zrozummy, że jest również jakaś przestrzeń, w której decyzje nie należą do nas. Powiem więcej, jeśli się uspokoimy i zatrzymamy, to może się okazać, że to, co będzie wymyślała ta inteligencja życia, ta mądrość, która rządzi światem, będzie podpowiadała nam dużo lepsze rozwiązania, niż te, które my jesteśmy w stanie wypracować swoim małym misiowym rozumkiem.
MM: Ale to znaczy, że chcesz powiedzieć, że warto być jak ten surfer, czyli przygotowanym, mieć tę deskę, mieć kierunek, mieć sprawdzoną pogodę i być po prostu gotową, gotowym na tę falę?
JG: Absolutnie tak. Natomiast drugi element tej zabawy polega na tym, żeby nie przejmować się, nie stresować się, nie… Jak nie przyjdzie. Bo jak ktoś mądry powiedział, jeśli czegoś nie dostajemy, to być może wszechświat próbuje uratować nasz tyłek od grubej katastrofy.
Zapraszam Was do wysłuchania całości – rozmowa trwa ponad godzinę – i do podzielenia się swoimi wrażeniami – czy to w komentarzach pod filmem czy też w odpowiedzi na tego maila.
Rozmowa jest tu
Jeśli jeszcze nie subskrybujesz mojego newslettera, zapisz się, aby nie przeoczyć kolejnych Pełnych Spokoju Listów pisanych do Ciebie.
namaste i cześć
