Cześć / Namaste

Co wybrać – ‘enter’ czy ‘delete’?
To, co najlepsze i najważniejsze, przychodzi z niespodziewanej strony i w zaskakując sposób.
Kiedy masz pięćdziesiąt lat i za chwilę ma się urodzić twoje pierwsze dziecko, kilka miesięcy temu porzuciłeś firmę, w której przepracowałeś piętnaście lat i w której było „jak u Pana Boga za piecem”, wszedłeś w spółkę, a jej los zależy od obsługi jednego dużego klienta, z którym kontrakt właśnie się kończy, koszty życia rosną (a przychody niekoniecznie), i na dodatek Twój samochód wymaga
wymiany na nowszy, to masz parę rzeczy do intensywnego przemyślenia.
Nie jest to może koniec świata, jesteś w miarę zdrowy, masz trochę życiowych doświadczeń i spory potencjał, ale czujesz, że poruszasz się po dość niepewnym gruncie.
W takim stanie ducha byłem, kiedy uczestnicząc telekonferencyjnie w pracach ważnego zespołu jednego z czołowych klientów, słuchałem, jak radzą sobie uczestnicy spotkania i pilnowałem, czy nie powinienem reagować, gdyby dyskusja stała się zbyt gorąca. Jakąś drugą częścią umysłowego procesora i jednym okiem porządkowałem starą pocztę mailową. Nie ruszałem się już wtedy dalej niż kilkadziesiąt kilometrów od domu, pozostając w pogotowiu na ewentualność, gdyby syn zechciał się wybrać w podróż do nas niespodziewanie, z bezpiecznego brzuszka mamy, przed zaplanowanym terminem.
Palec zawisł nad klawiszem „usuń” przy kolejnym e-mailu z serii tych, które otrzymywałem po tym, jak zostawiłem swój adres na jakiejś intrygującej mnie stronie. Nie usunąłem tej wiadomości, otworzyłem ją. Zacząłem czytać. Te nazwiska coś mi mówiły. Miałem „z tyłu głowy” jakiś mikroślad tego, o czym
tam pisano. Tak, pamiętałem wystąpienie człowieka, do którego odnosił się mailing, oglądane kiedyś na YouTubie. Mówił jakoś inaczej niż wielu rozwojowców, coachów, nauczycieli, których miałem okazję wysłuchać. Nawet gdzieś zapisałem link do jego filmu.

Było w tym coś intrygującego odmiennością.
Telekonferencja przesunęła się w mojej percepcji na chwilę w tło. Zacząłem podążać tropem nazwiska z e-maila. Znalazłem pdf-a z książką autora i pobrałem go. Tytuł był po amerykańsku komercyjny, na granicy dobrego smaku.
Cóż, kolejna pozycja z szerokiej gamy książek rozwojowych – tych papierowych stojących za mną na półce, czy coraz częściej cyfrowych, okupujących pamięć tabletu. W końcu książki to główny napęd tego, co robię, o czym mówię, czy piszę. Przestało mnie dziwić, że właściwie „wyskakują” do mnie znienacka z księgarnianych półek, czy ostatnimi czasy… z promocyjnych e-maili.
Czasem zwracam uwagę na krótki rozdział, na jedną myśl. Czasami słowa z książki definiują
przestrzeń, po której się poruszam przez lata, dokładając jakiś unikalny wymiar do tego, jak żyję, odbieram i kształtuję świat wokół siebie. Książka wspomnianego autora wciągnęła mnie z mocą silnego pola magnetycznego w zupełnie nowy wymiar. Wywróciła mnie do góry nogami.
Niebawem miałem poczuć się jak mój synek, który zaczął się właśnie obracać główką w dół, szykując się do nieznanego sobie świata. Zamiast ‘delete’/’usuń’ wcisnąłem tajemniczym zrządzeniem losu ‘enter’/’wykonaj’. Komenda zaczęła się realizować.
Bo mamy w sobie… zdolność przyjmowania nowych myśli i inspirowania się nimi.
Czuję zachwyt, kiedy pomyślę sobie, przypomnę, ile niezwykłych pozytywnych rzeczy wydarzyło się, zaistniało, zmieniło dzięki temu, że pojawiały się w moim życiu nowe koncepcje, idee, perspektywy patrzenia. Wtargnęły z wielką mocą, dokładnie wtedy, kiedy był na to czas. Najczęściej w postaci książek, z czasem w postaci internetowych wystąpień zgodnie z zasadą, według której inteligencja
życia prowadzi nas od jednego źródła mądrości do kolejnego, w myśl słów wypowiadanych wielokrotnie, a przypomnianych przez Tiziano Terzaniego:
Kiedy uczeń jest gotowy, pojawia się mistrz.
Ile razy inteligencja życia, mądrość wszechświata, przypadek, dobry zbieg okoliczności przyniosły nam źródło wiedzy, mądrości, inspiracji? Przyprowadziły nas do nauczyciela dokładnie wtedy, kiedy było to najbardziej potrzebne?
Dlaczego dziś o tym piszę?
Bo już niebawem ruszy i w Twoją stronę seria maili ode mnie w których będę zapraszał do wybrania takiego symbolicznego ENTER. Po długich intensywnych miesiącach przygotowań i dziesiątkach lat studiowania i praktykowania rozwoju wewnętrznego, zaczynam w końcu opowiadać w usystematyzowany sposób o filarach mojej życiowej filozofii i osobistej psychologii.
Chcę przekazać to co często jest odbierane i komplementowane jako spokój, mądrość, umiejętność tłumaczenia prostych życiowych prawd a co nie jest moim dziełem – czuję się w tym jak pośrednik, rzemieślnik, który ma jak najlepiej służyć takiemu przekazaniu pewnych szczególnych prawd.
Czy nie jest to – gdy nad tym się zastanowić – powód do zachwytu i wdzięczności? Zatem z zachwytem i wdzięcznością ruszam z tym tematem, który już od lat chciałem przekazać jak najszerzej.
Jeszcze chwila, jeszcze parę dni i ruszamy… Nie przegap tego!

Jeśli jeszcze nie subskrybujesz mojego newslettera, zapisz się, aby nie przeoczyć kolejnych Pełnych Spokoju Listów pisanych do Ciebie.
namaste i cześć
