0,00 zł 0

Koszyk

Brak produktów w koszyku.

Światło – nosisz je w sobie? Spokojny List 15

Cześć / Namaste

Kiedy piszę ten list, za oknem jest szarobury, deszczowy poranek, bardziej przypominający późny październik niż czerwiec (może poza temperaturą). Jak wiele zależy od światła… W dni takie jak ten trzeba sięgać do tego wewnętrznego.

Studiuję ostatnio zagadnienia związane ze snem, szykując zestaw pomocy do lepszego zasypiania i zdrowego spania i okazuje się, że im solidniejsza ekspozycja na światło słoneczne w ciągu dnia, tym łatwiejsze zasypianie i lepsze spanie nocą, kiedy słońce zajdzie. Nasz organizm potrzebuje wyraźnych sygnałów dla zegara około-dobowego, dla rytmu życia. Teraz jest dzień i działamy. Teraz jest noc i śpimy.

Moja Żona i Dzieci wiedzą, że zawsze uparcie „poluję” na zachody słońca chcąc zobaczyć to niezwykłe misterium odchodzącego wraz ze światłem dnia. Na ostatnich wakacjach na końcu świata do zachodów słońca dołączyłem i wschody, wymykając się przed świtem, żeby powitać wstający wraz ze słońcem dzień.

Wschód słońca na drugim krańcu świata

Niezwykła jest natura światła i potrzeba światła w nas – tego fizycznego i tego metaforycznego .

Fenomen świecącego ożywiającego wszytko słońca, bez którego nie ma życia.

Niezwykłość wpatrywania się w płonące ognisko

Świetlista intymność pojedynczej płonącej świecy, czy ciepło wielu zapalonych świec.

Mówimy, że ktoś ma światło w sobie.

Tęsknimy za światłem w długie, ciemne, jesienno-zimowe miesiące.

Zachwycamy się pięknie oświetlonymi miejscami, pomieszczeniami, przestrzeniami.

Mój syn uwielbia bawić się kryształem z dziesiątkami facet – pryzmatów tworzącym tęczowe wzory w otoczeniu kiedy wstawić go w promień słońca.

Małym lusterkiem puszczamy zajączki. Gdy tylko jest okazja robimy dzięki światłu teatr cieni na ścianie, czy przyglądamy się naszym wydłużonym w zachodzącym słońcu cienistym sylwetkom.

Ciekawe czy zabawy z cieniami przywiodą go do podobnych rozważań jak Platona z jego metaforą cieni w jaskini? U Platona wyjście z jaskini miało być porzuceniem cienistych iluzji i zobaczeniem prawdziwości życia. Wyjście z jaskini – tak sobie to wyobrażam – jest wyjściem w stronę światła.

Pamiętam niezwykłość chwili, kiedy egipski kierowca zatrzymał w środku pustynnej pustki taksówkę, którą wracaliśmy nocą z klasztoru świętej Katarzyny. Było setki kilometrów do najbliższych oświetlonych sztucznym światłem przejawów cywilizacji. Wysiedliśmy – unieśliśmy głowę do góry. Na ciemnym niezmąconym żadnym oświetlenim niebie gwiazdy nigdy wcześniej i nigdy później nie były tak jasne i nie były tak blisko. Prawie spadły nam na głowę.

Światło podróżuje ze słońca na ziemię osiem minut i dwadzieścia sekund.

Ostatnio słuchałem o docierającym na ziemie po milionach, miliardach lat świetle z gwiazd na krańcach kosmosu – gwiazd które już nie istnieją, kiedy wyemitowane przez światło jest dostrzegane przez nas – przeze mnie.

Już samo myślenie o tym jest formą kontemplacji niezwykłości tego co nas otacza – inteligencji życia, siły sklejającej wszechświat w jedną całość.

Odczuwam coś podobnego kiedy czytam pisane metaforycznym światłem, słowa powstałe przed dziesiątkami, setkami czasem tysiącami lat, przez tych, których już nie ma, a którzy próbowali w swoich pismach, książkach, zapisanych często przez uczniów przekazach, opowiedzieć o swoim doświadczaniu, odczuwaniu, rozumieniu niezwykłości świata i kierującej nim siły. O swoim doświadczaniu światła – na zewnątrz nich i i wewnętrznego światła, które w nich płonęło, jaśniało, przygasało, odradzało się. 

Czuję całym sobą tę trudność wyrażenia słowami tego, co odbywa się w warstwie odczuwania, doświadczania – przed słowem, czy nawet przed myślą. Dotykania światła lub cienia, wewnętrzną człowieczą istotą.

Uwielbiam momenty dominowane przez światło.

Wystawienie twarzy do nieśmiałych wiosennych – delikatnych jak nowalijki – pierwszych słonecznych promieni. Niezwykłość chwili, kiedy samolot przebijający się przez nisko wiszące chmury – szczególnie gdy na ziemi jesień, zima czy deszcz – wzlatuje na poziom, na którym nic już nie blokuje słońca i nagle przez małe samolotowe okienko, uderza w oczy blask, rozpuszczając wszystkie myśli, troski i przytłaczające zachmurzone nastroje.

Nasycenie – wręcz pozytywne wymęczenie słońcem i ciepłem – gdzieś po kilkunastu dniach spędzonych na wakacjach, na które składa się plażowanie, spacerowanie w słońcu, podziwianie jego wschodów i zachodów. To uczucie naładowania jedyną w swoim rodzaju energią własnych, naturalnych słonecznych baterii.

Uwielbiam to eksponowanie się na światło fizyczne i metaforyczne światło pozytywnych inspiracji, myśli, odczuć, uczuć emocji. 

Często mówię o byciu „po jasnej stronie mocy” albo „słonecznej stronie ulicy” jak w piosence znanej z wykonań Franka Sinatry, Nat King Colę-a czy Louisa Armstronga. Posłuchaj Frank Sinatra „On the Sunny Side of the Street”.

Natalia Kukulska śpiewa w ’Piosence Światłoczułej’:

”Dokoła mrok
I we mnie ciemno tak
Tak bardzo oo
W mój własny szept otulam się
Wołam tu ciebie hej je

Światło
Nosisz je w sobie

Światło
Nie zgaśnie choćbyś chciał

Światło
Pozwól mi choć jeden raz
Tylko jeden raz przy nim znowu ogrzać się

Zapalasz mnie
Powoli budzę się
W górę podnosi głowę kwiat
Do słońca do ciebie 
(…)

Światło w sobie masz
W tobie cudowny dar
Światło moje mieszka w tobie
Nie zgaśnie choćbyś chciał”

Natalia Kukulska „Piosenka Światłoczuła https://youtu.be/sUNeDMNTaI0

Światło, jasność, oświecenie, blask – długo można by inspirować się głębią metaforycznych znaczeń płynących z tych pojęć…

A jakie nuty porusza w Twoim sercu słowo światło, czy metaforyczne pojęcie światła?

Jeśli jeszcze nie subskrybujesz mojego newslettera, zapisz się, aby nie przeoczyć kolejnych Pełnych Spokoju Listów pisanych do Ciebie.

namaste i cześć

    Comments are closed

    Masz pytanie?

    Bądźmy w kontakcie

    Polityka Prywatności Zmień zgodę
    Copyright © jarekguc.pl
    Stworzone z pasji przez Hartwork