Cześć / Namaste

Ostatnio tylko pisanie, pisanie, poprawianie pisania i jeszcze trochę pisania.
Na razie nie zdradzę Wam tytułu ale szykuję drugą książkę i bardzo intensywnie nad nią pracuję…

Po prostu bez szczególnych rozwinięć i komentarzy podzielę się jej fragmentem. Zatem…
życie w zachwycie
hipoteza:
Jedno spostrzeżenie, jedna myśl, jedno uczucie mogą zmienić wszystko
Chcę tu opowiedzieć o co najmniej kilkudziesięciu bardzo ważnych dla mnie minutach
Od chwili w której zacząłem szykować do druku poprzednią książkę minął rok – 52 tygodnie . Tak na prawdę rok ma ma 52,177457. ale może możemy zaokrąglić go do 52 tygodni?
Publikuję na wielu social mediach codziennie – wiele razy dziennie. Rzeczy długie i krótkie, pisane i mówione. Co najmniej raz, czasem dwa czy trzy razy w tygodniu wśród tego co udostępniam jest zdanie, parę zdań, minuta czytania czy półtorej minuty słuchania, które spotykają się ze szczególnie intensywnym odbiorem, reakcjami ze strony tych, którzy śledzą to co publikuję lub trafiają na to zupełnie przypadkowo. Ci którzy czytają, słuchają bardzo często wracają do mnie ze słowami:
„To było mi dziś potrzebne. To mi pomogło. To mnie poruszyło.”
Można by się wbić w twórczą dumę, przekonanie o swojej sprawczości, nadmuchać duchowe ego do rozmiaru guru XXL, nieprawdaż? Jestem niewyobrażalnie daleko od tych uczuć, codziennie niezmiennie zadziwiony i zachwycony faktem, że ktoś chce mnie słuchać i potwierdza, że to co publikuję pomaga mu życiu.
Na mojej stronie internetowej piszę:
„Dużo publikuję. Zaskakują i cieszą mnie udostępnienia – bywa, że idące w tysiące – czy setki tysięcy, czasem miliony, odsłon.
Niekiedy sam czytam czy słucham to czego jestem „autorem” z zaciekawieniem – jakbym miał z tym kontakt pierwszy raz. Często czuję, że dany przekaz nie jest „moim dziełem” lecz rezultatem zdarzeń, myśli, lektur, rozmów, miejsc, doświadczeń, które są mi dane – postawione na mojej drodze. To co prowokuje mnie do kolejnych zwrotów i zmian w moim życiu jednocześnie oczekuje ode mnie dzielenia się refleksjami o tym czego doświadczam.
Czuję i wiem, że moim głównym zadaniem jest nadawanie tym treściom najlepszej formy na jaką w danej chwili mnie stać. Jeśli to do ciebie trafia polub, subskrybuj, obserwuj, komentuj. I podawaj dalej – ktoś może potrzebować tych refleksji.”
Dokładnie takie samo wrażenie mam kiedy biorę do ręki swoją książkę „Odetchnij spokojem”.Docierają do mnie setki pozytywnych opinii i podziękowań. Skłania ona ludzi do tak poważnych decyzji jak porzucenie stanu zakonnego (autentyczna historia) pogodzenie się z rodziną po dziesiątkach lat konfliktu czy drobnych zmian jak po prostu wzięcie kolejnego spokojnego oddechu. Otwieram ją, czytam fragment i mówię do siebie: To ja napisałem? Interesujące… Doprawdy interesujące.
Pamiętam rozmowę z pewną starszą Panią, która spytała mnie:
– Czy ja oszalałam? Za każdym razem kiedy pisze pan w książce „odetchnij spokojem” biorę głęboki oddech.
– Tak proszę Pani. Dokładnie tak to należy nazwać. To szaleństwo. ale drobne. To najpiękniejsze drobne szaleństwo o którym słyszałem w życiu.
Anthony de Mello umieścił w jednej ze swoich książek „Przebudzenie” takie słowa
„Mówisz, że ja ci pomogłem. Była to moja przyjemność, tańczyłem mój taniec. Pomogło ci to, no to cudownie. Przyjmij moje gratulacje. Niczego mi nie zawdzięczasz”.
Prowadzę warsztaty, szkolenia seminaria dla zespołów firmowych a czasem i otwarte dla szerokiej publiczności – niebawem tych ostatnich powinno być więcej. Pracuję mentoringowo z menedżerami czy osobami prywatnymi, czasem parami. W tych pracach grupowych i indywidualnych powtarzają się opowieści, metafory, zdania klucze czy słowa wytrychy, które oddziaływują szczególnie, rezonują , wzbudzają refleksje, dokonają przesunięcia świadomości.
Taka zmiana, chwila olśnienia, zrozumienia, zachwytu, wglądu, oddechu, uspokojenia, zatrzymania, impulsu do myślenia, przewartościowania często trwa kilkadziesiąt sekund, minutę, dwie, a potrafi wpłynąć na tygodnie, miesiące, lata życia. Czasem na całe życie.
Obserwowanie tego, uczestniczenie w tym uczy niezwykłej odpowiedzialności za słowa i pokory wobec tego, że jesteśmy w tym co mówimy czy robimy by pomóc innym, jedynie przekaźnikiem, narzędziem w rękach większej od nas Siły układającej świat z sensem, który zrozumiemy może po latach.
Statystycznie w ciągu roku mam okazję doświadczyć co najmniej raz w tygodniu takiej minuty cudów – przybierającej różne formy, pojawiającej się w różnych sytuacjach, nadchodzące z różnych stron w różnych postaciach.
Jestem ogromnie wdzięczny losowi, życiu, inteligencji życia, mądrości wszechświata – wszystkim im i każdemu z osobna (bo może są tym samym), że mam szczęście być świadkiem tych cudów, uczestniczyć w nich, czasem być akuszerem ich przychodzenia na świat. Nadaje to niezwykły sens mojemu życiu i temu co robię kiedy – jak to zwyczajowo nazywamy w naszej kulturze – pracuję.
Chcę się tu podzielić takimi chwilami – spostrzeżeniami – niektórymi trwającymi krócej niż minuta, innymi bliższymi kwadransowi – niektórymi będącymi jednym, dwoma zdaniami, innymi dłuższą opowieścią. Wszystkimi przesyconymi szczególnym spojrzeniem, refleksją, uczuciami, emocjami. Wszystkimi niosącymi potencjał zmiany, pomocy, uspokojenia, zrobienia kroków w stronę dobrostanu i szczęścia.
(„Spostrzeżenie” słownik PWN definiuje tak: «uwaga na jakiś temat, obserwacja, uświadomienie sobie przedmiotu, zjawiska spostrzeganego»)
mamy w sobie…
… zdolność zmieniania siebie i świata wokół
odkrycia w zachwycie:
Zachwycające jest, że mamy jako ludzie taką możliwość obserwowania, doświadczania, zatrzymania, refleksji, odczuwania, empatycznego łączenia się we wspólnym sposobie patrzenia na świat, na nastepujące w nim wydarzenia, na nasze na nie reakcje. Mamy zdolność i tworzenia „zbioru wspólnego” naszych indywidualnie postrzeganych – tworzonych od naszego wnętrza na zewnątrz – rzeczywistości w odczuwanie wspólne, zbiorowe, rezonujące z sumą ludzkich doświadczeń kumulowanych przez nas przez tysiące lat, pielęgnowanych w pouczających czy wzruszających opowieściach, spisywanych w mądrych księgach. I że nie wymaga to – szczególnie dziś, przy tak szybkim dostępie do wszelkich potrzebnych nam informacji – większego wysiłku niż chęć zatrzymania się i sięgnięcia po to czego potrzebujemy – do naszego wnętrza albo do inspirującej mądrości tak bogato dostępnej nam na wyciągnięcie ręki.
—
Znacie twórczość Woody Allena? Szczególnie w ostatnich kilkunastu latach mam takie wrażenie, jakby kręcił jeden film, coś jakby serial. Kiedy film się zaczyna wchodzimy w historię dość znienacka. Czujemy się tak jakbyśmy dołączyli do siedzących w salonie przed telewizorem i oglądających w jakiejś połowie trzeciego odcinka i wyszli półtorej odcinka przed końcem sezonu. Bez wyraźnego początku i jednoznacznego końca. Jednak to co konsumujemy jest wciągające i smakowite. Potem musimy tylko zaczekać na kolejny film – niespodziewanie rozpoczęty i zakończony i znów skonsumować go ze smakiem.
Mam takie wrażenie porządkując tę książkę, że trochę w Allenowskim stylu jest to rzecz odrębna ale związana z wcześniejszą i daje możliwość dopowiedzenia, rozwinięcia czy skomentowania tego co napisałem w poprzedniej. Nie ma potrzeby znać wcześniejszej książki ale jeśli ta posmakuje warto tamtej sięgnąć a jeśli tamta smakowała ta jest w podobnej palecie smaków i kategorii dań
Czy to dobrze? Sami ocenicie…
a YouTube, gdzie ukazują się teraz we wtorki i czwartki audycje eksperymentalne, dużym wzięciem cieszył się audycja o „5 filarach pozytywności”
Zapraszam do kliknięcia przycisku SUBSKRYBUJ na You Tube. Pojawia się tam i będzie pojawiało coraz więcej, krótkich i dłuższych materiałów ode mnie więc bądźmy w kontakcie i tam, jeśli chcecie więcej mówionego Jarka Guca. Społeczność oglądających, słuchających mnie na YT rośnie przepięknie rośnie – w ciągu ostatniego miesiąca dołączyło prawie 2000 osób – nie powinno tam zabraknąć i Ciebie
Adres mojego kanału to https://www.youtube.com/jarekg

Jeśli jeszcze nie subskrybujesz mojego newslettera, zapisz się, aby nie przeoczyć kolejnych Pełnych Spokoju Listów pisanych do Ciebie.
namaste i cześć
