Cześć / Namaste

Decyzja podjęta – Spokojny List czyli mój „co najmniej raz w tygodniu wysyłany e-mail do tych, którzy zechcieli być na liście tych co są blisko mnie” ma stać się centralnym punktem mojej komunikacji ze światem w kontekście tego co publicznie robię. Chciałbym, żebyśmy tu tworzylispołeczność, wewnętrzny krąg – tu mieli najbardziej bliski, wręcz intymnie szczery (co najmniej z mojej strony) kontakt. I bardzo się cieszę, że tu jesteśmy, piszemy, otwieramy maile, klikamy linki i korzystamy w dobrej intencji z tych wszystkich dobrodziejstw, które niesie ze sobą współczesna technologia.
Mam nadzieję, że macie dobry plan na majówkę i życzę żeby była dobra. My pewnie też gdzieś na chwilę wyskoczymy – lokalnie, ale wspominając słoneczną przygrywkę do wiosny.

A teraz już czas na dzisiejszą opowieść. Opowieść o złamym sercu i o tym co mnie wyleczyło i trzyma po jasnej stronie mocy:
Mając lat dwadzieścia kilka dostałem wyraźny (i z perspektywy czasu bardzo cenny) sygnał ostrzegawczy. Byłem wówczas szlifującym rzemiosło dziennikarzem radiowym i producentem reklam. Działo się dużo – i zawodowo i uczuciowo.
W wyniku okresu bardzo intensywnej pracy – wręcz proacoholicznej jazdy na krawędzi – trafiłem na OIOM z podejrzeniem zawału.Ależ był to szok. Ja? W tym wieku? Zawał?
Sprawa rozeszła się po kościach mimo groźnego początku.Okazało się, że nie było to zawał a mocny przykurcz koniuszka serca, który jak zawał wyglądał i serce wróciło bez szwanku do normalnego funkcjonowania choć mogło to zakończyć się różnie
Wyszedłem z tego incydentu z wiedzą, że mam skłonność do „spastycznych reakcji na stres” co po ludzku mówiąc oznacza, że kurczę się w różnych miejscach pod wpływem napięcia. A tu zbiegły się sprawy zawodowe z zawodami uczuciowymi i tyle wystarczyło.Wówczas wydawało mi się to dość niewinną, patrząc na finalne skutki, historią
Dopiero ostatnio omawiając ten incydent z naszym rodzinnym lekarzem dowiedziałem się, że był to przypadek nomen omen „zespołu złamanego serca” zwanego też „syndromem takotsubo” który jest wyraźnym dowodem na to jak niezwykle to co dzieje się w naszym myśleniu, uczuciach, emocjach wpływa w psychosomatyczny sposób na nasze ciało i jego stan – po prostu na zdrowie. I, że na „złamane serce” można po prostu umrzeć… a sytuacja, w której się znalazłem była dużo poważniejsza niż mi się to wydawało
(Jeśli bardzo chcecie poznać symptomy „zespołu złamanego serca / syndromu takotsubo” googlujcie po tych właśnie terminach – jest wiele miejsc, które wypowiadają się na ten temat dużo bardziej kompetentnie niż mogę to zrobić ja jako zwyczajny pacjent)
Po co ta długa medyczna opowieść?
Ze względu na to co ze sobą ta sytuacja przyniosła:
Po pierwsze: To zdarzenie było wyraźnym zwrotem w mojej pracy nad sobą w stronę samoobserwacji – uważnego omiatania promieniem świadomości tego co się ze mną w różnych wymiarach – w tym i tym psychofizycznym – na bieżąco dzieje. Uświadomiłem sobie potrzebę nieustannej mentalnej auto-diagnostyki i zacząłem zbierać jej narzędzia i doświadczenia w tym zakresie.
Po pierwsze: To zdarzenie było wyraźnym zwrotem w mojej pracy nad sobą w stronę samoobserwacji – uważnego omiatania promieniem świadomości tego co się ze mną w różnych wymiarach – w tym i tym psychofizycznym – na bieżąco dzieje. Uświadomiłem sobie potrzebę nieustannej mentalnej auto-diagnostyki i zacząłem zbierać jej narzędzia i doświadczenia w tym zakresie.
Będę jeszcze wracał do moich sanatoryjnych odkryć… i tego co z nich wyniknęło. Jednak jak wspominam te swoje z czasem zdiagnozowane „spastyczne-kurczliwe doświadczenia” nawet jeszcze przed sercowym incydentem, pomagałem sobie w bólach odcinka szyjnego kręgosłupa (stresujący czas matury, egzaminów na studia i samych początków studiowania) sięgając do zdobytej pod ladą „Autopsychoterapii” Stanisława Sieka – profesora psychologii z ATK specjalisty w dziedzinie psychologii osobowości, higieny psychicznej i higieny psychologii. (Książka ta była w swojej dziedzinie takim rarytasem jak „Sztuka Kochania” Michaliny Wisłockiej w nieco innej dziedzinie) Stamtąd uczyłem się pierwszych kroków w relaksacji autogennej Schultza czy treningu relaksacyjnym Jacobsona. Tam delektowałem się pierwszymi cytatami z Marka Aureliusza czy Stoików. Z czasem przyszły prace Jona Kabat Zina w zakresie MBSR (Mindfulness Based Stress Reduction) i wiele innych.
Tak czy inaczej – z sanatoryjnego programu naprawczego, któremu byłem poddawany, najbardziej zostało mi w pamięci i przekonało mnie do siebie, leżenie w sali gimnastycznej na materacach pod kocykami i słuchanie specjalnie przygotowanej wyciszającej muzyki na zmianę z prowadzonymi – odtwarzanym z magnetofonowej taśmy spokojnym, głębokim głosem – relaksacjami będącym niczym innym jak serią instrukcji indukujących coraz głębsze wchodzenie w spokój, relaks, głęboki oddech, czasem spontaniczną drzemkę.
Ależ mi to wówczas robiło dobrze… Jakież to jest sprawdzone koło ratunkowe, kiedy codzienność zalewa coraz wyższymi falami trudnych emocji. Ależ mam teraz głębokie przekonanie, żeby zapraszać do sięgania po taką pomoc tych, którzy szukają prostych, dobrych mechanizmów samoregulacji.
Przyszedł czas kiedy mogę – bo chciałem od dawna – zaproponować swoje autorskie – choć oparte o klasykę i lata praktycznych doświadczeń – rozwiązania z zakresu 'praktyk relaksacyjnych i medytacyjnych prowadzonych głosem’. Tym razem… moim głosem 🙂
Zdefiniujmy:
Praktyka prowadzona głosem (relaksacja, terapia)
oznacza prowadzenie przez sesję, ćwiczenie,
odpoczynek głosem instruktora-moderatora,
podającego kolejne kroki do wykonania, wyobrażenia,
wizualizacji, pytania do odpowiedzenia itp.
Ułatwia to osobie odbywającej taką praktykę,
koncentrację na przejściu całego programu
prowadzącego do jej oczekiwanego rezultatu
Zatem pod minimalnie zmienioną – wskutek kontaktu z pierwszymi użytkownikami – lepiej oddającą charakter i zawartość tych materiałów nazwą KURS PRAKTYKOWANIA RELAKSACJI 'JAK ODDYCHAĆ SPOKOJEM’ powstały na bazie opisanych wcześniej wydarzeń i doświadczeń jest już od tygodnia dostępny i spotyka się z bardzo ciepłym przyjęciem. Cieszę, się że dobrze służy tym którzy już go mają 🙂

Żeby poczuć klimat tych praktyk relaksacyjnych możesz posłuchać fragmentu jednej z nich – relaksacji ’Uważność w chwilach lęku i stresu’. Jest to 3 minutowy kawałek krótkiego ćwiczenia uważności, łagodzącego stres i niepokój, które można wykonać w dowolnym miejscu i czasie.
Jeśli jeszcze nie subskrybujesz mojego newslettera, zapisz się, aby nie przeoczyć kolejnych Pełnych Spokoju Listów pisanych do Ciebie.
namaste i cześć
