Cześć / Namaste

Ten starszy pan poniżej to Carl Gustaw Jung. Mówiąc wprost, z klasyków psychologii kupuję bardziej Junga niż Freuda, a bardziej niż Junga (najbardziej) Williama Jamesa – zapomnianego z wielkiej trójcy twórców tej nauki, o którym będzie może kiedyś okazja więcej napisać.
Dziś jednak przy tablicy Jung, który wywołał u mnie – i może wywoła także u innych – inspirującą refleksję nad szczęściem

Czy należy wierzyć Jungowi, który twierdził że aby być w pełni szczęśliwym, trzeba być w stanie zajrzeć do wnętrza samego siebie? Cóż – nie powiedział nic nowego. Pomysł ten przewija się w rozważaniach wszelakich myślicieli już od starożytności. Nad wejściem do świątyni w Delfach wisi wszak napis „Poznaj samego siebie”.
Jednak kim według starożytnych ma być ten „ja”? Według Sokratesa – któremu przypisuje się sformułowanie pojęcia „dusza”, to dusza jest właściwym człowiekiem – jego „ja”. To ona odróżnia go bowiem od świata zwierząt. Każdy człowiek jest wyposażony w indywidualną duszę, która jest siedzibą cnót. Może zatem to zaglądanie w siebie jest zerkaniem w swoją duszę jakkolwiek byśmy jej nie rozumieli?
Bliskie jest mi to patrzenie, zgubione przez znaczną część współczesnej psychologii i współczesnych psychologów. Wszak „psycho – logia” to „nauka o duszy”
Po tych wstępnych wyjaśnieniach zobaczmy jak Jung sformułował swoich pięć kluczy do szczęścia
1. Dobre zdrowie fizyczne i psychiczne.
Czy można mieć jedno bez drugiego? W zdrowym ciele zdrowy duch. Zdrowy duch wpływa na zdrowie ciała. To psychofizyczne fundamenty szczęścia.
2. Dobre relacje i związki z innymi osobami.
Jesteśmy zwierzętami stadnymi. Nasze przetrwanie zależało i do dziś w jakimś stopniu zależy od relacji z innymi. Każdy nas potrzebuje miłości, bezpieczeństwa, przyjaźni, bliskości, komunikacji. Potrzebujemy więzi z ludźmi – do przetrwania ale i do odczuwania szczęścia.
3. Umiejętność dostrzegania piękna w sztuce i w otaczającej nas przyrodzie.
Potrzebujemy codziennego zachwytu, uniesienia, doceniania tego co nas otacza – od przyrody począwszy na sztuce być może skończywszy, mając po drodze sztukę użytkową. Dla mnie ta definicja jest szersza i oznacza de facto codzienną uważność i wdzięczność, które pozwalają nam doświadczać wyższych stanów umysłu i ducha – prowadzących wprost do subiektywnego poczucia szczęścia
4. Wiara w coś: na przykład w religię lub filozofię.
Czy jest możliwe szczęście bez choć odrobiny duchowości? Tu kłania nam się definicja psychologii – nauki o duszy – duszy, o której często zapominamy. Pasuje mi tu wyjątkowo znany cytat Pierre Teilharda de Chardin „Nie jesteśmy istotami ludzkimi, które miewają duchowe doświadczenia, lecz istotami duchowymi doświadczającymi ludzkiego losu.” Wkraczamy w dziedzinę metafizyki, tajemnic, wiary? Ułożenie tych kwestii w umyśle i w sercu, to krok w stronę szczęścia.
5. Praca dająca poczucie spełnienia i satysfakcji
Cóż… Jestem zdania, że potrzebujemy pracy która daje nam poczucie sensu, pozwala nam uczestniczyć w czymś większym niż my sami, mówiąc górnolotnie – zostawić swój ślad na ziemi. Czuć się choć trochę jak ten pracownik kamieniołomu, który rąbiąc skały robił to z przekonaniem, że uczestniczy pośrednio w budowie katedry, która przetrwa stulecia, a nie po prostu odrąbuje i wrzuca na wóz kolejne kawałki kamienia. Potrzebujemy pracy sprzyjającej odczuwaniu szczęścia.
Co mnie ujmuje w tym spojrzeniu Junga?
Że jest jednoznacznie pozytywne i że jest w przestrzeni naszego osobistego wpływu, oddziaływania – że jest przy pewnym wysiłku i mądrości osiągalne i wykonalne.
Łączy mi się to z koncepcją salutogenezy o której piszę w książce „Odetchnij Spokojem”:
Według twórców tego terminu salutogeneza stoi na trzech filarach, będących podstawą do tego, by kreować swój świat dobrych, ożywiających, dających zdrowie myśli, emocji, odczuć, zachowań – sposobów patrzenia na rzeczywistość:
1. Trzeba postrzegać świat jako zrozumiały.
2. Trzeba mieć przekonanie, że mamy wpływ – możemy kształtować świat.
3. Trzeba dostrzegać sensowność świata, który nas otacza
Klucze do szczęścia, jakie opracował Carl Jung, po upływie kilkudziesięciu lat brzmią tak samo prawdziwie, jak w momencie ich opublikowania – są proste, mądre, wspierają osiąganie zdrowej równowagi, o której mówi salutdogeneza i są potwierdzane przez ludzkie doświadczenia. Takie choćby jak te zebrane w rozważaniach Grace Bluerock – amerykańskiej pracownicy socjalnej, która przez sześć lat pracowała w hospicjum, towarzysząc ludziom w ich ostatniej drodze i słuchała o tym czego żałujemy najczęściej i najmocniej na łożu śmierci:
To wszystko jest dość proste i oczywiste. Czemu zatem tak mało wokół ludzi szczęśliwych? Każdy, kto komplikuje, „wydziwia” i na siłę szuka niezwykłości, fascynuje się intelektualną zawiłością – jak cesarz w bajce o nowych szatach – celowo lub przez niewiedzę okazuje się nagi, a nie wykwintnie ubrany. A sporo wokół i współcześnie takich właśnie skomplikowanych podejść.
To co najważniejsze możemy zrozumieć, jeśli uprościmy. Probierzem, papierkiem lakmusowym prawdy jest prostota. „Wszystko powinno być tak proste, jak to tylko możliwe, ale nie prostsze.” Tak mawiał Einstein, a kiedy brakło mu pieniędzy w kieszeni, jako napiwek zostawił pewnemu gońcowi, który doręczył mu przesyłkę, zapisane na kartce następujące słowa nazwane z czasem „sekretem szczęścia”:
”Ciche i skromne życie przynosi więcej radości niż dążenie do sukcesu związanego z ciągłym niepokojem.”
Po dziewięćdziesięciu pięciu latach zapisek ten sprzedano na aukcji za 1,3 miliona dolarów.
W poprzednim Spokojnym Liście pisałem o sile słów: „Pomyśl jak to działa”. Zapraszam i tym razem do tego, żeby pomysleć „jak działa szczęście”. Inspiracji pomocnych do takich przemysleń zabraliśmy tu dziś aż nadto i mam nadzieję, że wnioski też będą owocne.
Czego nam życzę – Tobie, sobie i każdemu z nas.
A jeśli jeszcze nie masz pewności kto jest odpowiedzialny za Twoje szczęście, rzuć okiem na ten jednominutowy filmik:
Jeśli zaś czujesz potrzebę sięgnięcia po więcej takich refleksji jak te, które znajdujesz w tym „Liście” czy moich social mediach mam dla Ciebie moje wydawnictwa:
https://jarekguc.pl/jak-oddychac-spokojem
Jeśli przeznaczysz 15-20 minut dziennie na świadomy planowy relaks, w kilka dni zobaczysz jak się uspokajasz, lepiej czujesz zachowujesz świadomiej i mądrzej.
Jeśli jeszcze nie subskrybujesz mojego newslettera, zapisz się, aby nie przeoczyć kolejnych Pełnych Spokoju Listów pisanych do Ciebie.
namaste i cześć
